Cześć skarby!
Biorąc pod uwagę, że zaraz szkoła chciałam wam powiedzieć, że rozdziały będą mogły pojawiać się rzadziej. np. w weekendy.
Cieszę się, że jest już ponad 500 wyświetleń :)) Dziękuję wam także za mile komentarze pod rozdziałami. To na prawdę bardzo miłe i motywujące.
Zastanawiam się także nad założeniem aska gdybyście chcieli zadawać pytania co do nowego rozdziały czy do bohaterów.
Rozdział powinien pojawić się jutro :)) Doradzcie mi także z tym askiem. Założyć? Będziecie zadawać pytania?
Czekam na odpowiedzi :))
Lots of love xx
sobota, 31 sierpnia 2013
środa, 28 sierpnia 2013
"Die in hell, motherfucker"
Zatrzymał się z piskiem opon na podjeździe i wysiadł trzaskając drzwiami. Otworzył drzwi od mojej strony i wyciągnął mnie z auta. Otworzył drzwi od domu i wepchnął mnie do środka. Zamknął drzwi jednym kopnięciem z taką siłą, że echo rozniosło się po całym pustym domu. Przycisnął mnie z całej siły do chropowatej powierzchni ściany. Jęknęłam cicho gdy poczułam ból w kręgosłupie
-Myślałaś że mnie uciekniesz szmato?!- warknął groźnie- Przede mną nie da się uciec. Dopóki twój chłoptaś nie odda mi kasy należysz do mnie! Jasne?!- wydarł się jeszcze głośniej mocniej dociskając mnie do ściany.
-Tak. - jęknęłam gdy poczułam przeszywający ból. Złapał mnie za ramie wbijając w nie swoje chude palce i szarpnął w stronę schodów. Wszedł ze mną na piętro i wepchnął mnie do pokoju. Zamknął drzwi i przekręcił w nich klucz. Usłyszałam głośne przekleństwa i huk, jakby coś przewracał.
Upadłam na dywan i zakryłam twarz dłońmi. Miałam tego dość. Chcę już umrzeć. Nie chcę już dłużej żyć w starcu. Nie chcę się już męczyć. Nie chcę już być traktowana jak śmieć i służyć jako worek treningowy. Chcę już być kurwa martwa!
Usłyszałam grzmoty. Podniosłam się podpierając rękoma o dywan. Wstałam niezdarnie i podeszłam do okna. Niebo przybierało groźnej, granatowej barwy. Chmury rozświetlały błyski, groźne grzmoty roznosiły się echem po okolicy. Po chwili na szybie pojawiły się pierwsze nieśmiałe kropelki deszczu. Robiło się ich coraz więcej aż nie spływały rwącym strumieniem po gładkiej tafli szkła. Spojrzałam na miejsce gdzie powinnam być klamka. Przyłożyłam dłoń do zimnej szyby i oparłam o nią czoło.
"To jest moje piekło na ziemi..."
-Myślałaś że mnie uciekniesz szmato?!- warknął groźnie- Przede mną nie da się uciec. Dopóki twój chłoptaś nie odda mi kasy należysz do mnie! Jasne?!- wydarł się jeszcze głośniej mocniej dociskając mnie do ściany.
-Tak. - jęknęłam gdy poczułam przeszywający ból. Złapał mnie za ramie wbijając w nie swoje chude palce i szarpnął w stronę schodów. Wszedł ze mną na piętro i wepchnął mnie do pokoju. Zamknął drzwi i przekręcił w nich klucz. Usłyszałam głośne przekleństwa i huk, jakby coś przewracał.
Upadłam na dywan i zakryłam twarz dłońmi. Miałam tego dość. Chcę już umrzeć. Nie chcę już dłużej żyć w starcu. Nie chcę się już męczyć. Nie chcę już być traktowana jak śmieć i służyć jako worek treningowy. Chcę już być kurwa martwa!
Usłyszałam grzmoty. Podniosłam się podpierając rękoma o dywan. Wstałam niezdarnie i podeszłam do okna. Niebo przybierało groźnej, granatowej barwy. Chmury rozświetlały błyski, groźne grzmoty roznosiły się echem po okolicy. Po chwili na szybie pojawiły się pierwsze nieśmiałe kropelki deszczu. Robiło się ich coraz więcej aż nie spływały rwącym strumieniem po gładkiej tafli szkła. Spojrzałam na miejsce gdzie powinnam być klamka. Przyłożyłam dłoń do zimnej szyby i oparłam o nią czoło.
"To jest moje piekło na ziemi..."
***
Sprawdziłem czy magazynek jest pełny i schowałem broń za pasek spodni wcześniej ją zabezpieczając. Spojrzałem na zdjęcie leżące na stoliku. Zacisnąłem szczękę gdy poczułem napływające do oczu łzy. Taka uśmiechnięta... Pełna życia... Nie ma jej... Nie ma jej przez niego!
Kopnąłem nogą w szklany stolik, a on rozsypał się. Małe odłamki szkła wylądowały wszędzie. Zasypały jej zdjęcie, które szybko spod nich wyjąłem. "Dzisiaj zapłaci mi za wszystko..." Zgniotłem zdjęcie w dłoń chcąc o niej zapomnieć i wyrzuciłem je gdzieś w głąb mieszkania. Zabrałem klucze do samochodu i wyszedłem z mieszkania. biegłem po schodach nie czekając na windę i wyszedłem z klatki. Zarzuciłem kaptur na głowę. Nade mną rozbrzmiewały grzmoty, a rzęsisty deszcz sprawił że w jednej chwili byłem cały mokry. Otworzyłem samochód i wsiadłem do środka. Odpaliłem silnik, a on zawarczał groźnie. Docisnąłem pedał gazu do podłogi i odjechałem z piskiem opon. Wycieraczki nie nadążały za deszczem, a światła samochodów z naprzeciwka oślepiały mnie. Jednak nie przejmowałem się tym, a wskazówka prędkościomierza nie schodziła poniżej 180km/h.
Zapłaci mi za wszystko. Za to że mi ją odebrał. Za to że nie ma jej przy mnie. Że nie mogę patrzeć na jej cudowny uśmiech. Za to że nie mogę słuchać tego cudownego dźwięku gdy się śmiała. Za to że nie mogę czuć jej pocałunków. Zapłaci mi za to! Nie może być lepszej zapłaty niż jego śmierć. Nie zabiję go od razu. Będzie umierał powoli, a ja będę się temu przyglądać.
Kiedy dojeżdżałem pod jego dom zgasiłem światła i zaparkowałem wcześniej. Zgasiłem silnik i sięgnąłem po broń. Ponownie sprawdziłem magazynek i odbezpieczyłem ją. Otworzyłem drzwi i wyszedłem na deszcz. Szybkim krokiem skierowałem się na jego podjazd. Wyjąłem z kieszeni nóż i przedziurawiłem opony każdego z czterech samochodów, które tam stały. W oknach świeciły się światła i dało się słyszeć głośną muzykę i śmiechy. Spojrzałem w stronę drzwi i podszedłem do nich. Wymierzyłem w nie jedno mocne kopnięcie, a one się otworzyły zderzając się ze ścianą. Wszedłem do środka i skierowałem się do salonu. Wszystkie spojrzenia skierowały się na mnie. Każdy z nich chciał sięgnąć po broń, jednak za nim zdążyli moje naboje znalazły się w ich czaszkach.
-Co jest kurwa?!- usłyszałem. Zagotowało się we mnie. Stanąłem przed schodami. Po chwili zobaczyłem go. Zapinał pasek od spodni, a za nim szła jakaś dziwka.
-Payne!- krzyknął gdy mnie zobaczył, a ja oddałem jeden strzał w jego kolana. Upadł i stoczył się ze schodów zatrzymując się u moich stóp. Jego dziwka zaczęła piszczeć. Uciszyłem ją kulką między oczami. Spojrzałem na niego. Schowałem broń spowrotem za pasek i zaciągnął go do salonu. Odepchnąłem ciała i posadziłem go na krześle. Przykleiłem go do niego taśmą i stanąłem na przeciw niego.
-Wiedziałem że kiedyś przyjdziesz.- wysapał z uśmiechem. Nie wytrzymałem i wymierzyłem mu prawego sierpowego prosto. Odwrócił twarz i wypluł krew z ust. Wyjąłem broń zza spodni i wymierzyłem w jego drugie kolano.
-Zapłacisz mi śmieciu za to że ją zabiłeś.- warknąłem
-Mówisz o twojej dziewczynie?- zaśmiał się i spojrzał na mnie.- Danielle?- spytał powoli i zaśmiał się ponownie. Nacisnąłem spust i kolejny nabój znalazł się w jego drugim kolanie. Krzyknął z bólu.
-Nie waż się wymawiać jej imienia.!- wrzasnąłęm
-Była skua waleczna.- sapnął.- Ale i tak szybko zdechła.
-Zamknij tą morde!
-Może gdybyś przybył wcześniej jeszcze by żyła...- spojrzał na mnie odchylając lekko głowę. Jego klatka unosiła się i opadała w szybkim tempie.- Ale wtedy... Zabiłbym ją na twoich oczach...- uśmiechnął się- Patrzyłbyś na jej długą śmierć. Słyszałbyś jak woła twoje imie... Jak płacze... Jak krzyczy żebyś ją uratował...- czułem jak do moich oczu napływają łzy. Zacisnąłem szczękę i ścisnąłem mocniej pistolet w moich dłoniach. Jego śmiech rozniósł się po całym domu.- No co Liam? Nie zabijesz mnie? Przecież po to tu przyszedłeś. Żeby zemścić się na mnie za tą dziwkę.- nacisnąłem kilkakrotnie spust i oddałem kilka strzałów w jego stronę. Z każdym naciśnięciem spustu zbliżałem się do niego o krok. Kiedy naboje się skończyły opuściłem rękę i spojrzałem na niego. Z dziur po nabojach wypływała krew, a on już się nie ruszał. Złapałem go za włosy i podniosłem jego głowę. Jego oczy patrzyły się na mnie pustym wzrokiem.
-Zdychaj w piekle, skurwysynu.- warknąłem i puściłem jego włosy, a jego głowa zawisła bezwładnie. Rozglądnąłem się po pomieszczeniu przyglądając się każdemu ciału. Westchnąłem i przeczesałem włosy ręką. Nagle usłyszałem krzyki z piętra. Wszedłem powoli po schodach i wszedłem na korytarz. Krzyki dochodziły z pokoju przed którym stałem. Zacisnąłem klamkę jednak drzwi nie ustąpiły. Zamknięte na klucz. Cofnąłem się o krok i strzeliłem w zamek. Drzwi się otworzyły. Wszedłem do środka i zobaczyłem przerażoną dziewczynę. Opierała się o przeciwległą ścianę i przyglądała mi się. Rozejrzałem się po pokoju. Opuściłem broń i spojrzałem na nią.
-Kim jesteś?- spytałem
-J-jestem Abb-Abby.- wyjąkała- K-Kim Ty jesteś?
-Liam.- powiedziałem i odwróciłem się wychodząc na korytarz. Usłyszałem jak biegnie za mną. Nie przejąłem się tym i zszedłem po schodach.
-Ale zaczekaj ja...- przerwała swoją wypowiedź piskiem przerażenia gdy zobaczyła ciała leżące w salonie. Odwróciłem się w jej stronę.
-Czego chcesz?- spytałem chłodno.
-Co... Co mam teraz zrobić?- spytałam tak cicho, że prawie niedosłyszałem.
-Wróć do domu?- wzruszyłem ramionami.- Mało mnie to obchodzi.
-Ale...
-Na miłość Boską czego Ty ode mnie chcesz?!- wydarłem się na nią, a ona cofnęła się kilka kroków. Zauważyłem łzy w jej oczach. Była przerażona. Pewnie ją przetrzymywał. Wziąłem głęboki wdech żeby się uspokoić. Spojrzałem w jej oczy i zamurowało mnie. Są... Są takie jak jej... Głęboki brąz... Zacisnąłem powieki i potrząsnąłem głową chcąc wyrzucić wspomnienia. Przyłożyłem dwa palce do skroni i wypuściłem powietrze z płuc. Ponownie na nią spojrzałem.
-Nie będzie. Zabiorę cię na razie do siebie.- schowałem broń za pasek i wyciągnąłem w jej stronę dłoń. Przyjrzała się jej i niepewnie ją chwyciła. Poczułem lekkie dreszcze jednak starałem się je ignorować. Wyszedłem z domu i skierowałem się z nią do auta. Otworzyłem jej drzwi, a ona wsiadła do środka. Otworzyłem bagażnik i wyjąłem z niego kanister. Na szczęście deszcz przestał padać i była lekka mżawka. Wróciłem pod dom i odkręciłem kanister z benzyną. Do moich nozdrzy dotarł ten drażniący zapach. Zacząłem polewać krzaki, próg, drzwi i wszystko dookoła. Wyrzuciłem kanister do ogrodu i wyciągnąłem z kieszeni zapalniczkę. Odpaliłem ją i popatrzyłem na dom.
-Tak jak mówiłem.- rzuciłem zapalniczkę w krzaki i cały dom stanął w płomieniach.- Smaż się w piekle, skurwielu.- pobiegłem do samochodu i wsiadłem do środka odpalając silnik. Odjechałem stamtąd i obejrzałem się jeszcze w lusterku, aby zobaczyć płomienie.
-Co Ty zrobiłeś...- szepnęła przerażona.
-Coś co powinienem zrobić bardzo dawno temu.
Od autorki:
Czeeeeeść skarby! <3
Wiem, że zrobiłam długą przerwę, ale nie miałam czasu ;(
Mam nadzieję że rozdział wam się podoba i liczę na komentarze <3
I JAK WIDZICIE TEN SADYSTA I POTWÓR TO NIE JEST LIAM :D
No nic. Liczę na szczere komenatrze! :3
Lots of love xx
piątek, 16 sierpnia 2013
"You' re the worst thing in my life!"
Zbliżył się do łóżka i przejechał palcami po białej pościeli. Wpatrywałam się w niego oddychając niemiarowo. Aparatura coraz głośniej pikała. Spojrzał w jej stronę i uśmiechnął się ponownie. Podszedł do niej i wyłączył ją. Nagle panowała grobowa cisza, którą przerwał odgłos jego podeszw szurających po linoleum. Przełknęłam ślinę. Podszedł do mnie i pochylił się nade mną opierając dłonie po obu stronach mojej głowy. Moją twarz owiał jego gorący oddech pachnący papierosami.
-Popsułaś mi całe plany skarbie.- warknął.- Jakbyś kurwa po prostu nie mogła zostać w domu.
-To Ty mnie postrzeliłeś.- to zdanie wyrwało się z mojego gardła zanim zdążyłam się ugryźć w język. Schylił się jeszcze bardziej. Wcisnęłam głowę w poduszkę odsuwając się chociaż te dwa centymetry od jego twarzy. Chwycił moją twarz w dłoń.
-Nie pozwalaj sobie.- wyrwałam się z jego uścisku
-Mówię ci prawdę.- warknęłam czują przypływ pewności siebie.
Zmrużył oczy i złapał mnie za postrzelone udo ściskając je. Chciałam krzyknąć z bólu jednak zakrył mi usta dłonią, która stłumiła mój krzyk. Zacisnęłam powieki, a z moich policzków spłynęły łzy.
-Twój przyjaciel jeszcze nie oddał mi kasy, ale narazie cię nie zabiję.- otworzyłam oczy, a on się schylił do mojego ucha.- Możesz mi się jeszcze przydać.- szepnął przygryzając jego płatek i całując mnie w szyję. Przeszedł mnie dreszcz obrzydzenia. Przełknęłam ślinę i jęknęłam w jego dłoń. Zabrał ją z moich ust i wyprostował się.- Nie przywiązuj się do tego łóżka. Zaraz cię wypisuję i zabieram stąd.- warknął i podszedł do drzwi. Odstawił krzesło i wyszedł zamykając drzwi.
"Zabieram stąd. Zabieram stąd. Zabieram stąd." Jego słowa odbijały się echem w mojej głowie. Nie mogę wrócić do tego piekła. Zaczęłam się gorączkowo rozglądać po pokoju szukając jakiegoś ratunku.Okno! Odkryłam się i chciałam wstać. Ostrożnie podniosłam się z łóżka i zaczęłam kuśtykać w jego stronę. Otworzyłam je i spojrzałam w dół. Pierwsze piętro. Rozejrzałam się na boki. Mogłabym zejść po rynnie... Ale moje ubrania. Nagle usłyszałam jak drzwi się otwierają. Odwróciłam się gwałtownie.
-Nie powinna panienka wstawać.- skarciła mnie pielęgniarka.- Tu są panienki ubrania.- położyła je na łóżku. Podeszła do niego i wzięłam do ręki czarną bluzkę.
-Ale... Ale to nie są moje ubrania.- odezwałam się
-Koleżanka panienki je przywiozła, bo panienki były całe brudne.Niech się panienka spokojnie przebierze.- uśmiechnęła się i wyszła zamykając za sobą drzwi. Zdjęłam z siebie szybko szpitalną koszulkę i założyłam czarną bluzkę bez rękawków, ciemne lekko obcisłe dżinsy i białe trampki. Podeszłam ponownie i wzięłam wzięłam głęboki. Usiadłam na parapecie i wystawiłam ostrożnie jedną nogę. Ostrożnie natrafiłam noga za umocowaniu rynny, a następnie drugą. Objęłam ją mocno rękoma i zaczęłam powoli schodzić. Serce waliło mi jak oszalałe, a ręce się spociły przez co było mi jeszcze trudniej się utrzymać. Dotknęłam ziemi i odetchnęłam zamykając na chwilę oczy. Zeszłam z rynny i puściłam się biegiem nie zwracając uwagi na ogromny ból w udzie. Oglądnęłam się za siebie i zobaczyłam jego w oknie. Wyglądał na wściekłego. Uderzył pięścią w parapet i zniknął. Przyspieszyłam jeszcze bardziej.
Zaczęło się ściemniać. Niebo przybierało purpurowej barwy, robiło się coraz zimniej, a słonce prawie zniknęło z horyzontu. Zimny wiatr uderzał w moje ciało. Dostałam gęsiej skórki. Ból w udzie stawał się coraz silniejszy. Wbiegłam do miasta i nie zatrzymując się biegłam dalej. Musiałam uciec jak najdalej. Natrafiłam na światła. Zatrzymałam się przeklinając pod nosem i czekałam rozglądając się gorączkowo na wszystkie strony. Wzięłam kilka głębokich wdechów i gdy światło zmieniło kolor z czerwonego na niebieskie wystrzeliłam jak z procy. Wyminęłam ludzi nie zważając na obelgi z ich strony i pognałam dalej. Płuca zaczynały mnie palić żywym ogniem jednak nie zatrzymywałam się i biegłam dalej. Wbiegłam na mniej zaludnioną część. Zatrzymałam się na chwile łapiąc łapczywie powietrze i rozglądając się. "W którą stronę, w którą stronę?" Zastanawiałam się nerwowo. Wybrałam lewo i zaczęłam biec. Usłyszałam gdzieś z oddali ryk silnika. Spanikowałam i przyspieszyłam. Czułam jak materiał dżinsów jak i bandaż zaczynają przesiąkać krwią. Ból rozniósł się po całej nodze. Ledwo biegłam jednak nie zatrzymywałam się. Wbiegłam w las. Spanikowałam i zatrzymałam się. Było już ciemno i prawie nic nie widziałam.
"Kurwa mać." przeklnęłam w myślach Słyszałam że odgłos silnika coraz bardziej się zbliża. Zaczęłam ponownie biec. Paprocie biczowały mnie po nogach, gałęzie chłostały twarz. Co chwil się o coś potykałam i upadałam na mokrą i ściółkę. Za każdym razem się podnosiłam i biegłam dalej.Obejrzałam się. Przed oczami zamajaczyły mi światła samochodu.Przeklnęłam pod nosem i popędziłam w głąb lasu.
Wszystko wydawało się identyczne. Nie wiedziałam w którą stronę biegnę. Wydawało mi się że zaraz ktoś wyskoczy na mnie zza drzewa. Wszystkie mroczne wizje pojawiały się w mojej głowie. Panika ogarnęła moje ciało. Oddech przyspieszył. Wbiegłam w jakieś zarośla. Kolce wbijały mi się w skórę kalecząc ją. Z niewielkich ran wypływała krew. Zaczęłam machać rękami chcąc się uwolnić z pułapki. Wydostałam się z niej z niewielkimi obrażeniami. Oglądnęłam się za siebie. Nie słyszałam już odgłosów silnika. Panowała przerażająca cisza, którą niekiedy przerywał huk sowy. Rozglądnęłam się. Wydawało mi się że jestem sama. Ostrożnie ruszyłam powoli przed siebie. Wyciągnęłam ręce do przodu, aby się z czymś nie zderzyć. Opuszkami palców dotknęłam szorstkiej kory drzewa i ominęłam je. Nagle usłyszałam trzask łamanej gałęzi. Zamarłam, a moje miejsce zaczęło walić niczym młotem.
-To tylko jakieś zwierze, to tylko jakieś zwierze, to tylko jakieś zwierze...- szeptałam gorączkowo. Zacisnęłam powieki powstrzymując łzy napływające do oczu. Stałam tak chwilę. Nic się nie stało... Może to była jakaś sarna.... Zrobiłam niepewny krok do przodu, a za nim następny. Weszłam na jakąś polanę. Rozglądnęłam się dookoła. Nagle oślepił mnie blask. Zakryłam oczy ręką i cofnęłam się. Poczułam że z czymś się zderzyłam. Drgnęłam. Czułam bijące ciepło od jego ciała. Gorący i nierówny oddech na szyi. Złapał mnie mocno za ramie wbijając w nie palce. Syknęłam z bólu.
-Ty dziwko.- warknął i pociągnął mnie za sobą. Przeszedł ze mną przez polanę. Okazało się że tym rażącym światłem były światła samochodu. Popchnął mnie w stronę auta. Zderzyłam się z maską. Była jeszcze ciepła od silnika. Pociągnął mnie za włosy do tyłu. Jęknęłam.- Myślisz że możesz przede mną uciec?- syknął. Odwrócił mnie gwałtownie w swoją stronę. Zderzyłam się z jego ciałem. Złapał mnie mocno za łokcie. Zaczęłam mu się wyrywać.- Nie wyrywaj się kurwa.- popchnął mnie na maskę. Moja głowa uderzyła w nią z impetem. Poczułam nieznośny ból. Jego dłoń znalazła się na moim postrzelonym udzie. Ścisnął je mocno. Z mojego gardła wyrwał się krzyk, który rozniósł się echem po całym lesie. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy.- Tutaj możesz sobie krzyczeć do woli.- warknął. Spojrzałam na niego.
-Jesteś...- zacięłam się zaciskając szczękę.
-No jaki?- warknął opierając dłonie na masce. Pochylił się i spojrzałam na niego odważnie.
-Jesteś jakimś kompletnym psycholem.- syknęłam jadowicie. Zmierzył mnie wściekłym wzrokiem. Jego pięść zderzyła się z maską obok mojej głowy. Zacisnęłam powieki. Po chwili usłyszałam jego śmiech. Otworzyłam oczy.
-Czy Ty na prawdę myślisz że mnie obchodzi jakie masz zdanie na mój temat?- chwycił mocno moją twarz w dłoń.- Mam to w dupie rozumiesz?- nie odpowiedziałam.- Rozumiesz kurwa?!- drgnęłam i kiwnęłam głową. Pociągnął mnie za ramie. Otworzył drzwi samochodu i wrzucił mnie na tylne siedzenie. Zajął szybko miejsce kierowcy i odpalił silnik po czym opuścił polanę.
To koniec. Zabije mnie. Wyrzuci moje ciało gdzieś koło rzeki albo zakopie w lesie. Albo znowu będzie mnie traktował jak worek treningowy... Dlaczego ja?! Co ja ci Boże kurwa takiego zrobiłam?!
" Moje życie stało się piekłem... A on?" Spojrzałam na niego. "A On jest najgorszą rzeczą jaka mi się w życiu przytrafiła..."
Od Autorki:
Jeest kolejny!
Krótki. No wiem, ale kurde nie miałam weny... :(
Mam nadzieję że podobają się wam moje "wypociny" ;))
Proszę was o szczere komentarze :) Chcę usłyszeć prawdę. Nawet tą najgorszą. Jeśli się wam to nie podoba to napiszcie. Uszanuję wasze zdanie :)
Jeśli chcecie być informowani na tt napiszcie w komentarzu.
Następny rozdział powinien się pojawić jutro lub pojutrze :)) A co do następnych to nie jestem pewna bo wyjeżdżam ;)
No to chyba wszystko. Mam nadzieję że się wam podoba i proszę o komentarze. A! I obiecuję z ręką na sercu że następny będzie długi! :))
Lots of love xx
-Popsułaś mi całe plany skarbie.- warknął.- Jakbyś kurwa po prostu nie mogła zostać w domu.
-To Ty mnie postrzeliłeś.- to zdanie wyrwało się z mojego gardła zanim zdążyłam się ugryźć w język. Schylił się jeszcze bardziej. Wcisnęłam głowę w poduszkę odsuwając się chociaż te dwa centymetry od jego twarzy. Chwycił moją twarz w dłoń.
-Nie pozwalaj sobie.- wyrwałam się z jego uścisku
-Mówię ci prawdę.- warknęłam czują przypływ pewności siebie.
Zmrużył oczy i złapał mnie za postrzelone udo ściskając je. Chciałam krzyknąć z bólu jednak zakrył mi usta dłonią, która stłumiła mój krzyk. Zacisnęłam powieki, a z moich policzków spłynęły łzy.
-Twój przyjaciel jeszcze nie oddał mi kasy, ale narazie cię nie zabiję.- otworzyłam oczy, a on się schylił do mojego ucha.- Możesz mi się jeszcze przydać.- szepnął przygryzając jego płatek i całując mnie w szyję. Przeszedł mnie dreszcz obrzydzenia. Przełknęłam ślinę i jęknęłam w jego dłoń. Zabrał ją z moich ust i wyprostował się.- Nie przywiązuj się do tego łóżka. Zaraz cię wypisuję i zabieram stąd.- warknął i podszedł do drzwi. Odstawił krzesło i wyszedł zamykając drzwi.
"Zabieram stąd. Zabieram stąd. Zabieram stąd." Jego słowa odbijały się echem w mojej głowie. Nie mogę wrócić do tego piekła. Zaczęłam się gorączkowo rozglądać po pokoju szukając jakiegoś ratunku.Okno! Odkryłam się i chciałam wstać. Ostrożnie podniosłam się z łóżka i zaczęłam kuśtykać w jego stronę. Otworzyłam je i spojrzałam w dół. Pierwsze piętro. Rozejrzałam się na boki. Mogłabym zejść po rynnie... Ale moje ubrania. Nagle usłyszałam jak drzwi się otwierają. Odwróciłam się gwałtownie.
-Nie powinna panienka wstawać.- skarciła mnie pielęgniarka.- Tu są panienki ubrania.- położyła je na łóżku. Podeszła do niego i wzięłam do ręki czarną bluzkę.
-Ale... Ale to nie są moje ubrania.- odezwałam się
-Koleżanka panienki je przywiozła, bo panienki były całe brudne.Niech się panienka spokojnie przebierze.- uśmiechnęła się i wyszła zamykając za sobą drzwi. Zdjęłam z siebie szybko szpitalną koszulkę i założyłam czarną bluzkę bez rękawków, ciemne lekko obcisłe dżinsy i białe trampki. Podeszłam ponownie i wzięłam wzięłam głęboki. Usiadłam na parapecie i wystawiłam ostrożnie jedną nogę. Ostrożnie natrafiłam noga za umocowaniu rynny, a następnie drugą. Objęłam ją mocno rękoma i zaczęłam powoli schodzić. Serce waliło mi jak oszalałe, a ręce się spociły przez co było mi jeszcze trudniej się utrzymać. Dotknęłam ziemi i odetchnęłam zamykając na chwilę oczy. Zeszłam z rynny i puściłam się biegiem nie zwracając uwagi na ogromny ból w udzie. Oglądnęłam się za siebie i zobaczyłam jego w oknie. Wyglądał na wściekłego. Uderzył pięścią w parapet i zniknął. Przyspieszyłam jeszcze bardziej.
Zaczęło się ściemniać. Niebo przybierało purpurowej barwy, robiło się coraz zimniej, a słonce prawie zniknęło z horyzontu. Zimny wiatr uderzał w moje ciało. Dostałam gęsiej skórki. Ból w udzie stawał się coraz silniejszy. Wbiegłam do miasta i nie zatrzymując się biegłam dalej. Musiałam uciec jak najdalej. Natrafiłam na światła. Zatrzymałam się przeklinając pod nosem i czekałam rozglądając się gorączkowo na wszystkie strony. Wzięłam kilka głębokich wdechów i gdy światło zmieniło kolor z czerwonego na niebieskie wystrzeliłam jak z procy. Wyminęłam ludzi nie zważając na obelgi z ich strony i pognałam dalej. Płuca zaczynały mnie palić żywym ogniem jednak nie zatrzymywałam się i biegłam dalej. Wbiegłam na mniej zaludnioną część. Zatrzymałam się na chwile łapiąc łapczywie powietrze i rozglądając się. "W którą stronę, w którą stronę?" Zastanawiałam się nerwowo. Wybrałam lewo i zaczęłam biec. Usłyszałam gdzieś z oddali ryk silnika. Spanikowałam i przyspieszyłam. Czułam jak materiał dżinsów jak i bandaż zaczynają przesiąkać krwią. Ból rozniósł się po całej nodze. Ledwo biegłam jednak nie zatrzymywałam się. Wbiegłam w las. Spanikowałam i zatrzymałam się. Było już ciemno i prawie nic nie widziałam.
"Kurwa mać." przeklnęłam w myślach Słyszałam że odgłos silnika coraz bardziej się zbliża. Zaczęłam ponownie biec. Paprocie biczowały mnie po nogach, gałęzie chłostały twarz. Co chwil się o coś potykałam i upadałam na mokrą i ściółkę. Za każdym razem się podnosiłam i biegłam dalej.Obejrzałam się. Przed oczami zamajaczyły mi światła samochodu.Przeklnęłam pod nosem i popędziłam w głąb lasu.
Wszystko wydawało się identyczne. Nie wiedziałam w którą stronę biegnę. Wydawało mi się że zaraz ktoś wyskoczy na mnie zza drzewa. Wszystkie mroczne wizje pojawiały się w mojej głowie. Panika ogarnęła moje ciało. Oddech przyspieszył. Wbiegłam w jakieś zarośla. Kolce wbijały mi się w skórę kalecząc ją. Z niewielkich ran wypływała krew. Zaczęłam machać rękami chcąc się uwolnić z pułapki. Wydostałam się z niej z niewielkimi obrażeniami. Oglądnęłam się za siebie. Nie słyszałam już odgłosów silnika. Panowała przerażająca cisza, którą niekiedy przerywał huk sowy. Rozglądnęłam się. Wydawało mi się że jestem sama. Ostrożnie ruszyłam powoli przed siebie. Wyciągnęłam ręce do przodu, aby się z czymś nie zderzyć. Opuszkami palców dotknęłam szorstkiej kory drzewa i ominęłam je. Nagle usłyszałam trzask łamanej gałęzi. Zamarłam, a moje miejsce zaczęło walić niczym młotem.
-To tylko jakieś zwierze, to tylko jakieś zwierze, to tylko jakieś zwierze...- szeptałam gorączkowo. Zacisnęłam powieki powstrzymując łzy napływające do oczu. Stałam tak chwilę. Nic się nie stało... Może to była jakaś sarna.... Zrobiłam niepewny krok do przodu, a za nim następny. Weszłam na jakąś polanę. Rozglądnęłam się dookoła. Nagle oślepił mnie blask. Zakryłam oczy ręką i cofnęłam się. Poczułam że z czymś się zderzyłam. Drgnęłam. Czułam bijące ciepło od jego ciała. Gorący i nierówny oddech na szyi. Złapał mnie mocno za ramie wbijając w nie palce. Syknęłam z bólu.
-Ty dziwko.- warknął i pociągnął mnie za sobą. Przeszedł ze mną przez polanę. Okazało się że tym rażącym światłem były światła samochodu. Popchnął mnie w stronę auta. Zderzyłam się z maską. Była jeszcze ciepła od silnika. Pociągnął mnie za włosy do tyłu. Jęknęłam.- Myślisz że możesz przede mną uciec?- syknął. Odwrócił mnie gwałtownie w swoją stronę. Zderzyłam się z jego ciałem. Złapał mnie mocno za łokcie. Zaczęłam mu się wyrywać.- Nie wyrywaj się kurwa.- popchnął mnie na maskę. Moja głowa uderzyła w nią z impetem. Poczułam nieznośny ból. Jego dłoń znalazła się na moim postrzelonym udzie. Ścisnął je mocno. Z mojego gardła wyrwał się krzyk, który rozniósł się echem po całym lesie. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy.- Tutaj możesz sobie krzyczeć do woli.- warknął. Spojrzałam na niego.
-Jesteś...- zacięłam się zaciskając szczękę.
-No jaki?- warknął opierając dłonie na masce. Pochylił się i spojrzałam na niego odważnie.
-Jesteś jakimś kompletnym psycholem.- syknęłam jadowicie. Zmierzył mnie wściekłym wzrokiem. Jego pięść zderzyła się z maską obok mojej głowy. Zacisnęłam powieki. Po chwili usłyszałam jego śmiech. Otworzyłam oczy.
-Czy Ty na prawdę myślisz że mnie obchodzi jakie masz zdanie na mój temat?- chwycił mocno moją twarz w dłoń.- Mam to w dupie rozumiesz?- nie odpowiedziałam.- Rozumiesz kurwa?!- drgnęłam i kiwnęłam głową. Pociągnął mnie za ramie. Otworzył drzwi samochodu i wrzucił mnie na tylne siedzenie. Zajął szybko miejsce kierowcy i odpalił silnik po czym opuścił polanę.
To koniec. Zabije mnie. Wyrzuci moje ciało gdzieś koło rzeki albo zakopie w lesie. Albo znowu będzie mnie traktował jak worek treningowy... Dlaczego ja?! Co ja ci Boże kurwa takiego zrobiłam?!
" Moje życie stało się piekłem... A on?" Spojrzałam na niego. "A On jest najgorszą rzeczą jaka mi się w życiu przytrafiła..."
Od Autorki:
Jeest kolejny!
Krótki. No wiem, ale kurde nie miałam weny... :(
Mam nadzieję że podobają się wam moje "wypociny" ;))
Proszę was o szczere komentarze :) Chcę usłyszeć prawdę. Nawet tą najgorszą. Jeśli się wam to nie podoba to napiszcie. Uszanuję wasze zdanie :)
Jeśli chcecie być informowani na tt napiszcie w komentarzu.
Następny rozdział powinien się pojawić jutro lub pojutrze :)) A co do następnych to nie jestem pewna bo wyjeżdżam ;)
No to chyba wszystko. Mam nadzieję że się wam podoba i proszę o komentarze. A! I obiecuję z ręką na sercu że następny będzie długi! :))
Lots of love xx
wtorek, 13 sierpnia 2013
"I'm not afraid to die... Now... I really want it."
Usłyszałam krzyki dochodzące z dołu. Powoli wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi. Przystawiłam ucho do drewna i nasłuchiwałam uważnie.
-Dawaj mi moją kasę!- usłyszałam donośny krzyk.
-Chcę ją zobaczyć!- "Josh?! Boże to jest jego głos!". Przełknęłam ślinę i nasłuchiwałam dalej.
-Najpierw kasa!
-Nie! Najpierw chcę zobaczyć Abby!
-Idź po nią.- po domu rozniósł się odgłos kroków. Odsunęłam się od drzwi cofając się na ścianę. Moje serce kołatało w piersi. Myślałam że zaraz z niej wyskoczy. Oddech przyspieszył, krew zaczęła szybciej krążyć. Drzwi się otworzyły i do środka wszedł wysoki mężczyzna z ciemniejszą karnacją i kruczoczarnymi włosami. Podszedł do mnie i chwycił moje ramie wbijając w nie swoje chude palce. Szarpnął mnie i wyprowadził na korytarz. Wyrywałam mu się chociaż wiedziałam że to nic nie da. Zeszliśmy na dół i weszliśmy do salonu. Josh stał przed kominkiem, a za nim dwa goryle. Facet rzucił mnie na podłogę, a ja upadłam na kolana.
-Abby...- usłyszałam głos Josha. Spojrzałam na niego oczami pełnymi łez.
-Jak mogłeś?! Jak?! Byłeś moim przyjacielem!- wydarłam się na niego.
-Przepraszam cię. Na prawdę tego nie chciałem. Przepraszam...
-Dosyć tej opery mydlanej. Kasa.- spojrzałam na faceta, który mnie przetrzymywał
-Dostaniesz ją.- wyciągnął zza spodni broń. Odbezpieczył ją i wycelował w moją głowę. Pisnęłam. Czułam jak moje ciało zaczyna się trząść. Nie mogłam nic powiedzieć, oczy piekły mnie od łez.
-Zostaw ją!- usłyszałam krzyk Josha. Chciał do niego podejść, ale dwóch te dwa goryle go złapały.
-Dawaj mi kasę albo przedziurawię jej tą główkę na wylot!- wrzasnął. Załkałam cicho zaciskając powieki.
-Dostaniesz tą kasę!- usłyszałam wystrzał i po chwili poczułam niesamowity ból w udzie, który stopniowo rozchodził się po całym moim ciele. Z mojego gardła wydobył się krzyk. Złapałam się za udo z którego obficie wypływała krew. Upadłam na zimne panele przytulając do nich policzek.
-Kurwa Abby!- usłyszałam krzyk Josh'a. Szumiało mi w uszach, oddech stawał się cięższy.- Ty skurwielu! Ty jebany skurwielu!
-Kasa. Albo przedziurawię jej drugie udo.
-Zostaw ją! To ja jestem ci coś winien nie Ona!
-Nie... Josh...- szepnęłam. Spojrzał na mnie oczami czerwonymi od łez. Wyszeptał bezdźwięczne "przepraszam". Z moich oczu ponownie spłynęły łzy.
-Nie odstawiać mi tu jakiejś kurwa opery mydlanej! Chcę moja kasę!
-Dam ci ją jutro, ale wypuść ją.- usłyszałam jego głośny śmiech przez co zaczęło mi piszczeć w uszach. Ścisnęłam mocniej udo.
-Masz czas do jutra, ale ona tu zostaje. Jeśli nie przyniesiesz kasy. To spotkasz swoją przyjaciółeczkę... na cmentarzu.- uśmiechnął się obrzydliwie. W tej chwili było mi wszystko obojętne. Mogłam umrzeć. Chciałam umrzeć... Pragnęłam śmierci...- Zabierz ją stąd bo mi całą podłogę zakrwawi. Powiedz później Alex żeby do niej przyszła.- dryblas, który mnie tu przyniósł podniósł mnie z ziemi.
-Josh...- jęknęłam. Wszedł ze mną po schodach. Wszedł do pokoju i rzucił mnie na łóżko. Odwrócił się jednak zatrzymał się na chwilę. Odwrócił się i spojrzał na mnie. Wydawało mi się że chciało coś powiedzieć, ale zrezygnował i wyszedł zamykając drzwi na klucz.
Leżałam patrząc się w sufit oddychając ciężko. Czułam jak materiał dresów przylepia mi się do skóry od krwi. Biała pościel stawała się coraz bardziej czerwona, a ja coraz bardziej miałam dość życia. Coraz bardziej pragnęłam śmierci.
Miałam już dość traktowania mnie jak jakiegoś śmiecia, który jest komuś potrzebny jedynie do jakiś pojebanych porachunków. Jestem człowiekiem, a nie jakimś przedmiotem!
Moje powieki zaczęły ważyć tonę. Za wszelką cenę nie chciałam zasnąć. Nie chciałam... Ale to było silniejsze ode mnie...
-Czy Ty kurwa nie rozumiesz że nie wystarczy jej tylko opatrzyć rany?! Trzeba ją zawieść do szpitala. Straciła zbyt dużo krwi!- usłyszałam kobiecy głos. Był zdenerwowany i stanowczy.
-Nie będę jej kurwa wozić po szpitalach! Co niby powiem lekarzom?!
-Wymyślę coś, ale teraz biorę Jake' a i jadę z nią do szpitala.- poczułam jak ktoś mnie podnosi. Moje ciało bezwładnie zwisało w jego rękach. Uniosłam delikatnie powieki. Zdążyłam zobaczyć jedynie rozmazane kontury różnych przedmiotów. Czułam w powietrzu nieprzyjemny zapach krwi. Poruszyłam delikatnie nogą. Zaschnięty materiał oderwał się od skóry wywołując nieprzyjemne uczucie. Kołysałam się w rytm jego kroków. Po chwili jednak moje powieki opadły i nastąpiła ciemność...
Pikanie. Cholerne pikanie. Zdawało mi się że zaraz rozsadzi moją głowę. Otworzyłam powoli oczy. Biel. Wszędzie sterylna czystość i biel, która raziła moje oczy. Zasłoniłam ręką oczy jednak poczułam lekki opór. Spojrzałam na moją prawą rękę. Kroplówka. Rozejrzałam się. Byłam w szpitalu. A to nieznośne pikanie to moje serce. Nagle do sali ktoś wszedł. Drgnęłam. Jednak odetchnęłam gdy zauważyłam że to pielęgniarka.
-O już się panienka obudziła.- uśmiechnęła się ciepło- Następnym razem powinna panienka bardziej uważać podczas biegania.
-Biegania?- spytałam ochrypłym głosem. Odchrząknęłam.
-No tak. Przywiózł tutaj panienkę kolega razem z koleżanką. Wyjaśnili że panienka biegała i o coś potknęła i upadła na wystający skądś drut. Trzeba dbać o zdrowie, ale trzeba też dbać o bezpieczeństwo.- uśmiechnęła się do mnie i obeszła łóżko. Założyła rękawiczki i zaczęła mi zmieniać venflon.
Wpatrywałam się w białą ścianę przed sobą. Pewnie czekają na korytarzu. Nie uwolnię się od nich. Nagle moje życie stało się jedną wielką porażką... Zdradził mnie mój najlepszy przyjaciel, inni się nawet mną nie interesują... Rodzice... Nawet nie wiedzą co się ze mną dzieje...
-No to gotowe. Zawołam doktora żeby panienkę zbadał.- posprzątała i uśmiechnęła się ostatni raz. Zatrzymała się jeszcze w progu.- Chce panienka żeby wpuścić tutaj panienki gości?
-A kto to?
-Kolega, który tu panią przywiózł razem z koleżanką.- drgnęłam i zamknęłam oczy.
-Nie. Chcę na razie odpocząć.- szepnęłam.
-Oczywiście.- wyszła zamykając za sobą drzwi i zostawiając mnie samą razem ze swoimi myślami. Chciałam się poprawić jednak kiedy się poruszyłam poczułam przeszywający ból w udzie.Nagle drzwi ponownie się otworzyły i do środka wszedł lekarz. Zbadał mnie i zadał oczywiste pytania. Pokręcił się jeszcze chwilę przy urządzeniach i wyszedł. Drzwi już się miały zamknąć jednak ktoś je przytrzymał. Zamarłam. Wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi przystawiając je krzesłem. Aparatura zaczęła odrobinę głośniej pikać. Po chwili dwie pay brązowych tęczówek wpatrywały się we mnie. Podchodził do mnie powoli z łobuzerskim uśmiechem na ustach.
Pomocy...
Od autorki:
Przepraszam skarby że tak długo nie pisałam, ale miałam mało czasu ostatnio ;))
Mam nadzieję że podoba wam się rozdział.
Ci, którzy czytali poprzedni na pewno zauważą że diametralnie się od niego różni.
Proszę o szczere komentarze <33
Jeśłi chcecie być informowani na tt napiszcie w komentarzu :))
Z góry przepraszam za wszystkie pomyłki i za to że rozdział takie krótki. Obiecuję że następny będzie dłuższy <33
Lots of love xx
-Dawaj mi moją kasę!- usłyszałam donośny krzyk.
-Chcę ją zobaczyć!- "Josh?! Boże to jest jego głos!". Przełknęłam ślinę i nasłuchiwałam dalej.
-Najpierw kasa!
-Nie! Najpierw chcę zobaczyć Abby!
-Idź po nią.- po domu rozniósł się odgłos kroków. Odsunęłam się od drzwi cofając się na ścianę. Moje serce kołatało w piersi. Myślałam że zaraz z niej wyskoczy. Oddech przyspieszył, krew zaczęła szybciej krążyć. Drzwi się otworzyły i do środka wszedł wysoki mężczyzna z ciemniejszą karnacją i kruczoczarnymi włosami. Podszedł do mnie i chwycił moje ramie wbijając w nie swoje chude palce. Szarpnął mnie i wyprowadził na korytarz. Wyrywałam mu się chociaż wiedziałam że to nic nie da. Zeszliśmy na dół i weszliśmy do salonu. Josh stał przed kominkiem, a za nim dwa goryle. Facet rzucił mnie na podłogę, a ja upadłam na kolana.
-Abby...- usłyszałam głos Josha. Spojrzałam na niego oczami pełnymi łez.
-Jak mogłeś?! Jak?! Byłeś moim przyjacielem!- wydarłam się na niego.
-Przepraszam cię. Na prawdę tego nie chciałem. Przepraszam...
-Dosyć tej opery mydlanej. Kasa.- spojrzałam na faceta, który mnie przetrzymywał
-Dostaniesz ją.- wyciągnął zza spodni broń. Odbezpieczył ją i wycelował w moją głowę. Pisnęłam. Czułam jak moje ciało zaczyna się trząść. Nie mogłam nic powiedzieć, oczy piekły mnie od łez.
-Zostaw ją!- usłyszałam krzyk Josha. Chciał do niego podejść, ale dwóch te dwa goryle go złapały.
-Dawaj mi kasę albo przedziurawię jej tą główkę na wylot!- wrzasnął. Załkałam cicho zaciskając powieki.
-Dostaniesz tą kasę!- usłyszałam wystrzał i po chwili poczułam niesamowity ból w udzie, który stopniowo rozchodził się po całym moim ciele. Z mojego gardła wydobył się krzyk. Złapałam się za udo z którego obficie wypływała krew. Upadłam na zimne panele przytulając do nich policzek.
-Kurwa Abby!- usłyszałam krzyk Josh'a. Szumiało mi w uszach, oddech stawał się cięższy.- Ty skurwielu! Ty jebany skurwielu!
-Kasa. Albo przedziurawię jej drugie udo.
-Zostaw ją! To ja jestem ci coś winien nie Ona!
-Nie... Josh...- szepnęłam. Spojrzał na mnie oczami czerwonymi od łez. Wyszeptał bezdźwięczne "przepraszam". Z moich oczu ponownie spłynęły łzy.
-Nie odstawiać mi tu jakiejś kurwa opery mydlanej! Chcę moja kasę!
-Dam ci ją jutro, ale wypuść ją.- usłyszałam jego głośny śmiech przez co zaczęło mi piszczeć w uszach. Ścisnęłam mocniej udo.
-Masz czas do jutra, ale ona tu zostaje. Jeśli nie przyniesiesz kasy. To spotkasz swoją przyjaciółeczkę... na cmentarzu.- uśmiechnął się obrzydliwie. W tej chwili było mi wszystko obojętne. Mogłam umrzeć. Chciałam umrzeć... Pragnęłam śmierci...- Zabierz ją stąd bo mi całą podłogę zakrwawi. Powiedz później Alex żeby do niej przyszła.- dryblas, który mnie tu przyniósł podniósł mnie z ziemi.
-Josh...- jęknęłam. Wszedł ze mną po schodach. Wszedł do pokoju i rzucił mnie na łóżko. Odwrócił się jednak zatrzymał się na chwilę. Odwrócił się i spojrzał na mnie. Wydawało mi się że chciało coś powiedzieć, ale zrezygnował i wyszedł zamykając drzwi na klucz.
Leżałam patrząc się w sufit oddychając ciężko. Czułam jak materiał dresów przylepia mi się do skóry od krwi. Biała pościel stawała się coraz bardziej czerwona, a ja coraz bardziej miałam dość życia. Coraz bardziej pragnęłam śmierci.
Miałam już dość traktowania mnie jak jakiegoś śmiecia, który jest komuś potrzebny jedynie do jakiś pojebanych porachunków. Jestem człowiekiem, a nie jakimś przedmiotem!
Moje powieki zaczęły ważyć tonę. Za wszelką cenę nie chciałam zasnąć. Nie chciałam... Ale to było silniejsze ode mnie...
-Czy Ty kurwa nie rozumiesz że nie wystarczy jej tylko opatrzyć rany?! Trzeba ją zawieść do szpitala. Straciła zbyt dużo krwi!- usłyszałam kobiecy głos. Był zdenerwowany i stanowczy.
-Nie będę jej kurwa wozić po szpitalach! Co niby powiem lekarzom?!
-Wymyślę coś, ale teraz biorę Jake' a i jadę z nią do szpitala.- poczułam jak ktoś mnie podnosi. Moje ciało bezwładnie zwisało w jego rękach. Uniosłam delikatnie powieki. Zdążyłam zobaczyć jedynie rozmazane kontury różnych przedmiotów. Czułam w powietrzu nieprzyjemny zapach krwi. Poruszyłam delikatnie nogą. Zaschnięty materiał oderwał się od skóry wywołując nieprzyjemne uczucie. Kołysałam się w rytm jego kroków. Po chwili jednak moje powieki opadły i nastąpiła ciemność...
Pikanie. Cholerne pikanie. Zdawało mi się że zaraz rozsadzi moją głowę. Otworzyłam powoli oczy. Biel. Wszędzie sterylna czystość i biel, która raziła moje oczy. Zasłoniłam ręką oczy jednak poczułam lekki opór. Spojrzałam na moją prawą rękę. Kroplówka. Rozejrzałam się. Byłam w szpitalu. A to nieznośne pikanie to moje serce. Nagle do sali ktoś wszedł. Drgnęłam. Jednak odetchnęłam gdy zauważyłam że to pielęgniarka.
-O już się panienka obudziła.- uśmiechnęła się ciepło- Następnym razem powinna panienka bardziej uważać podczas biegania.
-Biegania?- spytałam ochrypłym głosem. Odchrząknęłam.
-No tak. Przywiózł tutaj panienkę kolega razem z koleżanką. Wyjaśnili że panienka biegała i o coś potknęła i upadła na wystający skądś drut. Trzeba dbać o zdrowie, ale trzeba też dbać o bezpieczeństwo.- uśmiechnęła się do mnie i obeszła łóżko. Założyła rękawiczki i zaczęła mi zmieniać venflon.
Wpatrywałam się w białą ścianę przed sobą. Pewnie czekają na korytarzu. Nie uwolnię się od nich. Nagle moje życie stało się jedną wielką porażką... Zdradził mnie mój najlepszy przyjaciel, inni się nawet mną nie interesują... Rodzice... Nawet nie wiedzą co się ze mną dzieje...
-No to gotowe. Zawołam doktora żeby panienkę zbadał.- posprzątała i uśmiechnęła się ostatni raz. Zatrzymała się jeszcze w progu.- Chce panienka żeby wpuścić tutaj panienki gości?
-A kto to?
-Kolega, który tu panią przywiózł razem z koleżanką.- drgnęłam i zamknęłam oczy.
-Nie. Chcę na razie odpocząć.- szepnęłam.
-Oczywiście.- wyszła zamykając za sobą drzwi i zostawiając mnie samą razem ze swoimi myślami. Chciałam się poprawić jednak kiedy się poruszyłam poczułam przeszywający ból w udzie.Nagle drzwi ponownie się otworzyły i do środka wszedł lekarz. Zbadał mnie i zadał oczywiste pytania. Pokręcił się jeszcze chwilę przy urządzeniach i wyszedł. Drzwi już się miały zamknąć jednak ktoś je przytrzymał. Zamarłam. Wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi przystawiając je krzesłem. Aparatura zaczęła odrobinę głośniej pikać. Po chwili dwie pay brązowych tęczówek wpatrywały się we mnie. Podchodził do mnie powoli z łobuzerskim uśmiechem na ustach.
Pomocy...
Od autorki:
Przepraszam skarby że tak długo nie pisałam, ale miałam mało czasu ostatnio ;))
Mam nadzieję że podoba wam się rozdział.
Ci, którzy czytali poprzedni na pewno zauważą że diametralnie się od niego różni.
Proszę o szczere komentarze <33
Jeśłi chcecie być informowani na tt napiszcie w komentarzu :))
Z góry przepraszam za wszystkie pomyłki i za to że rozdział takie krótki. Obiecuję że następny będzie dłuższy <33
Lots of love xx
niedziela, 4 sierpnia 2013
Koolejna informaacja :D
Jak widzicie usunęłam drugi rozdział bo stwierdziłam że był... zbyt beznadziejny.
Szczerze przyznam że mił być on kompletnie inny. Miałam go napisanego wcześniej, ale napisałam go inaczej. Sama nie wiem dlaczego.
Teraz go nie dodam gdyż jestem nad morzem i niedługo wyjeżdżam, więc chciałabym jeszcze skorzystać z wyjazdu :))
Pozdrawiam znad morza i mam nadzieję że miło spędzacie wakacje :))
Lots of love xx
Szczerze przyznam że mił być on kompletnie inny. Miałam go napisanego wcześniej, ale napisałam go inaczej. Sama nie wiem dlaczego.
Teraz go nie dodam gdyż jestem nad morzem i niedługo wyjeżdżam, więc chciałabym jeszcze skorzystać z wyjazdu :))
Pozdrawiam znad morza i mam nadzieję że miło spędzacie wakacje :))
Lots of love xx
Subskrybuj:
Posty (Atom)

