środa, 13 listopada 2013

Hurricane

Czeeść misiaczki!
Od pewnego czasu zastanawiałam się na założeniem nowego bloga. Z fanfiction o Niallu.
A więęęc postanowiłam to zrealizować i właśnie go zakładam :)
Będzie się on nazywać "Hurricane"
Będziecie go czytać?
Co do rozdziału na tym blogu powinien się pojawić jutro.
Jestem chora i do końca tygodnia leże w domu.
Przy okazji czy znacie kogoś kto potrafi robić szablony na bloga??
Proszę do dla mnie bardzo ważne.
Więc czekam na wasze odpowiedzi i do zobaczenia.
Lots of love xx

niedziela, 27 października 2013

"I'll be back to you..."

  Przycisnął z całej siły moje ciało do mokrej i chropowatej kory drzewa. Jęknęłam gdy poczułam ból w kręgosłupie, a w oczach stanęły mi łzy. Zacisnęłam powieki i potrząsnęłam mokrą głową. "To niemożliwe, to niemożliwe, to niemożliwe... Uspokój się Abigail to się nie dzieje naprawdę..." uparcie powtarzałam sobie w myślach te dwa zdania jednak doskonale wiedziałam, że to rzeczywistość.
-Mówiłem ci, że przede mną nie uciekniesz.- usłyszałam jego głos. Mocniej zacisnęłam powieki spod których spływały łzy jednak deszcz je maskował. Potrząsnął mną mocno przez co moja głowa co chwila odbijała się od drzewa.-Ty mała podstępna dziwko.- warknął i zamachnął się, a po chwili jego ostre paznokcie rozorały mój policzek. Upadłam na mokrą ściółkę. Dotknęłam piekącego miejsca. Zobaczyłam na dłoni rozmazaną krew. Serce mi stanęło, a oddech przyspieszył. Chciałam wstać i uciec, ale moje kończyny były sparaliżowane przez strach i nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Złapał mnie za tył koszulki i podniósł do góry. Zaczęłam się szarpać i wyrywać na wszystkie strony jednak on dala mnie trzymał. Odwrócił mnie w swoją stronę i złapał mnie za nadgarstki. Zaczęłam histerycznie szlochać i wołać o pomoc.
-Zamknij się kurwa.- syknął i ponownie mnie uderzył z taką siła, że zakryłam twarz mokrymi włosami.- Nigdy mi nie uciekniesz zrozum to w końcu.- warknął i popchnął mnie na drzewo. Wbiłam paznokcie w korę i zacisnęłam usta.
-Z-zostaw mn-mnie...- wydukałam przez łzy, a on tylko się zaśmiał
-Myślisz, że się ciebie posłucham? Jesteś nic nie wartą szmatą. Zapł...- i wtedy usłyszałam głos który był moim zbawieniem, a przecież to przednim chciałam uciec.
-Abby! Gdzie jesteś?!- otworzyłam oczy i spojrzałam na niego. Obejrzał się i spojrzał na mnie wściekłym wzrokiem.
-Jeszcze po ciebie wróce...- syknął i puścił mnie po czym pobiegł w głąb lasu po chwili znikając gdzieś w deszczu. Stałam wpatrzona przed siebie wbijając paznokcie w korę drzewa nie mogą się ruszyć nadal sparaliżowana strachem.
-Abby! Gdzie jesteś?!- usłyszałam po raz kolejny głos Liam'a. Zmusiłam się do ruchu.
-Liam...- szepnęłam zachrypniętym głosem i ruszyłam biegiem przed siebie- Liam!- krzyknęłam biegnąc przed siebie.
-Abby!- jego głos był coraz bliżej. Nie zatrzymywałam się i biegłam przed siebie. W oddali już go widziałam. Stał w deszczu wypatrując mnie, a jego włosy opadały mu na czoło.
-Liam!- wpadłam na niego mocno go obejmując i szlochając histerycznie w jego mokrą koszulkę. Objął mnie swoimi ciepłymi ramionami i zaczął mnie uspokajać.
-Dziewczyno gdzieś Ty uciekła. Nic ci nie jest, Abby? Słyszysz mnie?- ujął moją twarz w dłonie. Spojrzałam na niego czerwonymi oczami. Jego twarz była rozmazana przez ciągle napływające łzy.
-J-ja... On... Widziałam... Mówił, ż-że wróci...- jąkałam się nie mogąc zbudować żadnego logicznego zdania.
-Kto? Kto tam był?- pokręciłam tylko mokrą głową nie mogąc wydusić z siebie żadnego słowa, a kolejne łzy spłynęły z moich oczu. Ponownie ukryłam twarz w jego mokrej koszulce. Wplątał jedną dłoń w moje potargane i mokre włosy, a drugą mocno przycisnął mnie do swojej piersi jakby bał się, że znowu mu ucieknę, ale nie miałam odwagi. On nadal gdzieś tu jest. "Wrócę po ciebie..." Nie obchodziło mnie już kim jest Liam. Chciałam żeby teraz ze mną był i mnie chronił.
-Chodźmy stąd.- szepnął. Kiwnęłam głową i oderwałam twarz od jego piersi jednak nadal z całej siły zaciskałam dłonie w pięści na jego plecach. Bałam się że jak go puszcze znowu coś się stanie... Coś złego...
-Boję się...- szepnęłam zaciskają usta w wąską linię.
-Wracamy.- oznajmił i splótł swoje palce z moimi. Ścisnęłam jego dłoń najmocniej jak umiałam, a On tylko wzmocnił uścisk.

  Siedziałam nieruchomo na kanapie owinięta kocem. Wpatrywałam się w czarny ekran telewizora plazmowego wiszącego nad kominkiem w którym przyjemnie palił się ogień oświetlając delikatnie oświetlając mały salonik. Liam i tych dwóch kolesi byłi w kuchni. Zawzięcie o czymś dyskutowali.
-Po co ona tu jest?- usłyszałam ochrypły i głęboki głos jednego z nich
-Nie twoja sprawa.- warknął Liam
-Dlaczego tak uciekła?- usłyszałam inny głos
-Przestraszyła się.
-Nie powinno jej tutaj być i dobrze o tym wiesz, Liam.
-To jest mój dom i ja będę decydował o tym kto tu będzie przebywał.
-Pozbądź się jej.- warknął ochrypły głos. Pasował do lokowatego chłopaka.
-Nie pozbywam sie ludzi na których nie mam zlecenia. Tylko spróbujecie ją tknąć, a przysięgam, że przedziurawię wam te puste łby na wylot.- syknął ciszej, ale i tak to usłyszałam. Poczułam jak moje ciało sie napina, a po chwili po moich policzkach spłynęło kilka łez. Po chwili pojawił się obok mnie Liam. Drgnęłam gdy usiadł obok i zacisnęłam powieki.
-Przyniosłem ci herbatę.- odezwał się. Nie odpowiedziałam. Nawet na niego nie spojrzałam. Usłyszałam jak odstawia kubek na szklany stolik, a po chwili poczułam jego palce na policzku. Natychmiast odsunęłam twarz jak oparzona i otworzyłam oczy spoglądając na niego zdezorientowana i przestraszona.
-Chcę tylko zobaczyć rany.- wytłumaczył łagodnie. Kiwnęłam głową i przybliżyłam się odrobinę.Chwycił delikatnie moją twarz w dłonie i obejrzał mój rozorany policzek. Przymknęłam oczy gdy przejechał delikatnie kciukiem po ranach.
-Poczekaj. Pójdę po apteczkę.- wstał i wyszedł do kuchni. Zamienił kilka zdań z tymi chłopakami i wrócił. Otworzył apteczkę i położył ją na stoliku. Po chwili pojawili się ci kolesie.
-My spadamy.- oznajmił loczek i wyszedł rzucając mi chłodne i nieprzyjemne spojrzenie. Blondyn zatrzymał sie na chwilę w drzwiach i posłał mi delikatny, i niepewny uśmiech. Mimo to byłam pewna, że był on na sto procent szczery. Odwzajemniłam go delikatnie i również niepewnie. Jego ręka drgnęła ku górze jednak w połowie zatrzymał ja i zacisnął dłoń w pięść po czym wyszedł zamykając za sobą drzwi. Westchnęłam cicho. Liam wyjmował z apteczki waciki i wodę utlenioną. Namoczył wacik i odstawił buteleczkę z płynem na stolik.
-Może szczypać.- ostrzegł nim przyłożył materiał do policzka. Kiwnęłam głową i zacisnęłam usta, i powieki. Poczułam okropne pieczenie i syknęłam formując dłonie w pięści.- Chwilka.- przetarł ostrożnie policzek i zmienił wacik. Tym razem poczułam chłód, który w idealny sposób łagodził ból, który wcześniej odczuwałam. Rozluźniłam dłonie i otworzyłam delikatnie oczy.Napotkałam jego tęczówki wpatrujące się we mnie. Zawstydzona przeniosłam wzrok na swoje dłonie. Skończył oczyszczać moje rany i przykleił na mój policzek małe plasterki.
-Skończone.- oznajmił
-Dziękuję.- szepnęłam nadal na niego nie patrząc.
-Jutro rano odwiozę cię do domu. Wyjedź do rodziców, znajomych gdziekolwiek tylko nie zostawaj w mieście. Przynajmniej na jakiś czas.- posprzątał wszystkie rzeczy i zaniósł apteczkę spowrotem do kuchni. Wstałam z kanapy zabierając ze sobą koc i szczelnie się nim owijając po czym skierowałam się w stronę schodów. Weszłam na piętro i skierowałam się do sypialni. Wzięłam przypadkowe ubrania i zamknęłam się w łazience. Zdjęłam z siebie ubrania które były całe ubrudzone ziemią i bieliznę. Weszłam do kabiny i odkręciłam gorącą wodę. Stałam tak chwilę rozkoszując się tym jak jej strumienie uderzają w moje plecy. Umyłam się szybko chcąc jak najszybciej znaleźć się w łóżku i zasnąć, aby zapomnieć o tym dniu. Owinęłam się ręcznikiem i podeszłam do lustra. Oceniłam swoje wcześniejsze siniaki. W niektórych miejscach stały się żółte, a w niektórych całkowicie znikły.Ubrałam się szybko nie chcą patrzeć w swoje obicie. Założyłam bieliznę, szorty i bluzę, która okazała się bluzką Liama. Czułam zapach jego perfum. Zaciągnęłam się jego zapachem i zamknęłam oczy.
  Wyszłam z łazienki i od razu wślizgnęłam się do łóżka. Po chwili do pokoju wszedł Liam. Zabrał koc, poduszkę i ubrania.
-Co robisz?- szepnęłam
-Będę spał w salonie.- mruknął szukając czegoś jeszcze. Westchnął i skierował się do wyjścia.
-Czekaj.- zatrzymałam go w progu. Obejrzał się przez ramie.- Zostań ze mną... Nie chcę być teraz sama...- szepnęłam patrząc się na światło lampki. Stał chwilę zastanawiając się. W końcu się odwrócił i odłożył rzeczy na miejsce. Zdjął koszulkę i położył się w dresach na łóżko. Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam na niego. Zbliżyłam się odrobinę, a on na mnie spojrzał. Odwrócił się na lewy bok i przyglądał mi się.
-Boję się przyszłości...- szepnęłam. Objął mnie delikatnie, a ja wtuliłam się w jego rozgrzaną klatkę piersiową. Pocałował moje czoło i cicho westchnął.
-Wszyscy się jej boimy.- usłyszałam, a po chwili zapadłam w głęboki sen. Chciałam, aby ten dzień już się skończył.

  Obudziłam się wtulona w plecy Liam'a. Natychmiast się do niego odsunęłam i poczułam jak moje policzki przybierają kolor dorodnego pomidora. Wstałam po cichu z łóżka i podeszłam do balkonu. Było szaro i mokro. Słońce próbowało się przebić przez chmury, ale po jakimś czasie zrezygnowało i całkowicie zniknęło. Spojrzałam na Liam'a. Jak spał wyglądał spokojnie. Kołdra odkrywała jego ciało przyozdobione tatuażami. Miałam ochotę podejść do niego i obrysować palcami kontur każdego z nich. Potrząsnęłam głową chcąc odtrącić od siebie tą idiotyczną myśl. Zabrałam ubrania i skierowałam się do łazienki. Wzięłam prysznic. i ubrałam się. Spojrzałam w swoje odbicie w lustrze. Dotknęłam delikatnie zraniony policzek i obejrzałam siniaki na rękach. Westchnęłam i opuściłam łazienkę.
  Liam stał ubrany przed balkonem i wpatrywał się w jeden punkt przed sobą. Spojrzał na mnie przez ramie i chwycił torbę leżącą koło niego. Zarzucił ją na ramie i odwrócił się w moją stronę.
-Gotowa?- spytał. Kiwnęłam głową nie będąc pewna swojej odpowiedzi. Wyszedł z pokoju, a ja za nim. Zeszłam na dól. Po raz ostatni rozglądając się po małym saloniku i ruszyłam do drzwi. Wyszłam na chłodny poranek i zeszłam z werandki. Stanęłam na polance i wzięłam głęboki wdech. Stanęłam obok auta. Liam wrzucił torbę do bagażnika i otworzył drzwi. Wsiadłam do środka i zapięłam pasy. Uruchomił silnik i ruszył. Obejrzał się za siebie obserwując domek który znikał wśród drzew. Zacisnęłam usta w wąską linię i patrzyłam się uparcie przez okno.
  Po piętnastu minutach wyjechaliśmy z lasu i włączyliśmy się do ruchu. Obserwowałam samochody które Liam wyprzedzał i drzewa rozmywające się przy drodze. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o zagłówek fotela. W samochodzie panowała cisza której nikt z nas nie chciał przerywać. Po jakimś czasie dojechaliśmy na moje osiedle. Spojrzałam na ochroniarza przy bramie i budynki. Przełknęłam ślinę kiedy Liam otworzył mi drzwi i wysiadłam z auta.
-Pamiętaj o tym co ci mówiłem. Kiedy wejdziesz do domu zamknij się na klucz. Zadzwoń do rodziców i wyjedź do nich na jakiś czas. Nie możesz zostać w mieście. Zadzwonię do ciebie kiedy będziesz mogła wrócić, rozumiesz?- kiwnęłam twierdząco głową- Poczekam aż wejdziesz do klatki. Idź.- wyminęłam go i ruszyłam w stronę bramy. Ochroniarz kiwnął głową na mój widok. Zatrzymałam się w miejscu i odwróciłam się podchodząc do Liam'a. Spojrzał na mnie zdziwiony jednak ja tylko chwyciłam mocno jego koszulkę i przyciągnęłam go do siebie.
  Jego usta były ciepłe i spierzchnięte. Smakowały papierosami i miętą. Zacisnęłam dłonie w pięści na jego koszulce gdy poczułam jego dłonie na mojej talii. Chciałam, aby ta chwila trwała wiecznie. Nie chciałam żeby mnie zostawiał. Nie chciałam się z nim rozstawać... Rozchyliłam lekko usta chcąc mu dać większe pole do popisu. Jego język odnalazł mój i rozpoczęliśmy walkę. Przeniosłam jedną dłoń na jego włosy i pociągałam delikatnie ich końcówki. Liam zacisnął mocniej dłonie na mojej talii i przycisnął mnie do swojego ciała. Oderwaliśmy się od siebie kiedy nasze płuca wołały o tlen. Schowałam twarz w zgłębieniu jego szyi. Oboje lekko dyszeliśmy. Nie spodziewałam się, że odważę się zrobić coś takiego. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego.
-Dziękuję. Za wszystko.- szepnęłam. Pocałował moje czoło i puścił mnie.
-Idź.- szepnął. Puściłam jego koszulkę i ruszyłam w stronę bramy. Ochroniż ponownie kiwnął w moją stronę głową i ukłonił się lekko.
-Panienko Clark.- oznajmił i otworzył bramę. Obejrzałam się ostatni raz i skierowałam się w stronę klatki. Wpisałam kod i usłyszałam charakterystyczny brzdęk oznajmiający, że drzwi są otwarte. Po chwili usłyszałam ryk silnika i pisk opon. Nie oglądając się za siebie i walcząc z łzami weszłam do klatki i wbiegłam do windy zanim drzwi się zamknęły.

  Co to do cholery było?! Dlaczego jej na to pozwoliłem?! Dlaczego?! To nie powinno się nigdy zdarzyć! NIGDY. Uderzyłem dłońmi o kierownicę i wcisnąłem pedał gazu w podłogę. Wyprzedzałem każdy samochód na drodze i łamałem wszystkie przepisy razem z ograniczeniami prędkości. Wjechałem na skrzyżowanie i nie przejmując się znakami ani niczym innym przejechałem przez nie, nie zwracając uwagi na klaksony. Skręciłem gwałtownie w prawo. Jechałem prostą ulicą i zatrzymałem się z piskiem opon na podjeździe. Zgasiłem silnik i wysiadłem trzaskając z całej siły drzwiami.
  Wyjąłem torbę z bagażnika i skierowałem się do drzwi wejściowych. Włożyłem klucz do zamka i przekręciłem go dwa razy. Zamknąłem drzwi jednym kopnięciem i rzuciłem torbę na podłogę. Klucze zostawiłem na szafce i rzuciłem na nią kurtkę. Wszedłem do salonu i rozejrzałem się. Od razu dało się zauważyć rozbity stolik. Westchnąłem i wszedłem do kuchni. Wyciągnąłem z lodówki zimne piwo po czym wróciłem do salonu. Usiadłem na kanapie wpatrując się w czarny ekran telewizora. Westchnąłem i otworzyłem butelkę biorąc spory łyk. Nadal czułem ten nieznośny smak wanilii. Chciałem się go pozbyć, ale nie miałem pojęcia jak. Zirytowany odstawiłem piwo na komodę i wstałem. Wszedłem po schodach na piętro nie spoglądając na zdjęcia wiszące na ścianach. W wejściu od razu zdjąłem koszulkę i rzuciłem ją gdzieś w kąt. Wszedłem do łazienki i rozebrałem się. Odkręciłem wodę w kabinie i stałem tak chwilę i pozwalając jej strumieniom spływać po moim ciele. Zamknąłem oczy i zobaczyłem ją. Wyobraziłem sobie jej usta na moich. Jej ciało pode mną... "STOP KURWA!" Rozkazałem sobie w myślach i natychmiast otworzyłem oczy. Szybko się umyłem i wyszedłem spod prysznica. Wytarłem się i nałożyłem bieliznę, i dresy. Wyszedłem z zaparowanego pomieszczenia i nie mając siły kompletnie na nic położyłem się na łóżku. Objąłem poduszkę i zamknąłem oczy. Tej nocy śniłem tylko o jednym... Jej ustach o smaku wanilii...

Od autorki:
Heeej misiaczki!
Chciałam was przeprosić za tak długą przerwę, ale po prostu nie ma czasu ;x
Dlatego teraz dodaję dłuższy rozdział <3
Zmieniałam jego wersję chyba z kilkanaście razy, ale mam nadzieję,
że się wam podoba. 
Przede wszystkim dziękuję wam, że licznik odwiedzin przekroczył 1700!!
To dla mnie naprawdę wiele znaczy <33 
Mam nadzieję, że się wam podoba i liczę na szczere komentarze :3 
Lots of love xx

piątek, 4 października 2013

"Lonely..."

  Samotność jest tym czego teraz potrzebuję. Muszę stawić czoło swoim lękom. Muszę odnaleźć w sobie tą siłę by dalej walczyć. Jestem sama. Emma, Josh, Dylan, Katy i cała reszta moich dotychczasowych przyjaciół odeszła w zapomnienie... Nie chce ich narażać na cokolwiek lub jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Nie darowałabym sobie gdyby coś im się stało...
Usiadłam na drewnianych schodkach werandy i wpatrywałam się w ścianę lasu. Drzewa kołysały się rytmicznie targane przez wiatr, a ich korony szumiały delikatnie. Mżawka osiadała subtelnie na trawie jednak powoli zmieniała się w coraz głośniejszy deszcz. Zamknęłam oczy podkulając nogi i obejmując je rękoma. Wsłuchałam się dokładnie w ciche i delikatne stukanie ciężkich kropli  o daszek. Poczułam jak na moje odkryte ramie spada kilka kropelek zimnej cieczy. Wzdrygnęłam się, a one nadal powolutku spływały wzdłuż mojej ręki dopóki nie zatrzymały się na łokciu. W moje ciało uderzył lodowaty wiatr przez co się skuliłam i zaczęłam pocierać ramiona dłońmi.
  Otworzyłam oczy i zauważyłam, że mżawka zamieniła się w gęstą kurtynę deszczu przez którą ledwo dało się coś zauważyć. Oparłam brodę o ręce i przyglądałam się deszczowi.
  Samotność... Czy jestem na to gotowa? Zawsze otaczali mnie ludzie. Nigdy nie byłam sama, a teraz muszę się z tym zmierzyć i odtrącić moich przyjaciół. Muszę o nich zapomnieć... Będę potrafiła? Nie sądzę, a bym sobie sama poradziła. Jestem dorosła, ale czuję się jak mała dziewczynka, która się zgubiła i chciałabym jak najszybciej wrócić do domu. Dlaczego ja?! Dlaczego kurwa ja?! Co ja takiego zrobiłam?! Nic! Nic nikomu nie zrobiłam, a wypadło akurat na mnie! Kurwa mać!
  Wstałam i zeszłam ze schodków wychodząc na deszcz. W jednej chwili moje włosy były ciężkie i przyklejały mi się do twarzy i ramion, a ubranie przemokło do suchej nitki. Weszłam na środek polany i nabrałam powietrza w płuca. Krzyknęłam najgłośniej jak umiałam chcąc wyrzucić z siebie to wszystko. Krzyknęłam tak głośno, że aż zabolało mnie gardło. Ucichłam i upadłam na kolana szlochając żałośnie. Położyłam się na mokrej trawie zwijając się w kłębek i podkulając nogi pod klatkę piersiową. Wtuliłam policzek w zieloną trawę, a moje łzy mieszały się z kroplami deszczu. Zamknęłam oczy czując wykończona psychicznie i fizycznie.
  Nagle poczułam ciepłe pod moimi plecami i nogami. Podniosły mnie i niosły w jakimś kierunku. Pochwili podskakiwałam delikatnie w rytm kroków, a chwilę później do moich uszu dobiegł odgłos zamykanych drzwi, a moje ciało ogarnęło ciepło. Weszliśmy do domu. Położył mnie na skórzanym materiale kanapy, a ja skuliłam się. Moje ciało trzęsło się coraz bardziej z każdą chwilą.
-Świetnie kurwa. Po prostu świetnie...- mruknął zły pod nosem.- Em... Abby wstań. Musisz się przebrać.- odezwał się. Jęknęłam tylko w odpowiedzi gdy moim ciałem ponownie zawładnęła fala drgawek. Westchnął i gdzieś odszedł zostawiając mnie samą. Zacisnęłam mocniej powieki i wypuściłam z płuc więzione przez dłuższy czas powietrze. Usłyszałam ciężkie kroki Liam'a gdzieś  w głębi korytarza i po chwili był koło mnie.
-Abigail przyniosłem ci ubrania. Musisz się przebrać, więc wstań... Proszę?- nie do końca słyszałam co on mówił. Słyszałam co drugie słowo. Nadal leżałam na kanapie zwijając się w kłębek. Jęknął nie wiedząc co ze mną zrobić. Chwycił delikatnie moje ramiona i posadził mnie. Podciągnęłam nogi pod brodę i objęłam je rękoma. Liam chwycił moje ręce i je rozplótł.-Abby przebierzesz się?- spytał takim tonem jakby kończyła mu się już cierpliwość.
-Pomożesz mi?- spytałam drżącym głosem zdając sobie sprawę z tego co powiedziałam chwilę potem. Otworzyłam delikatnie oczy spoglądając na jego zaskoczoną twarz. Przełknął ślinę i zamrugał kilkakrotnie.
-Em... N-no... No dobrze...- wydukał i chwycił suchą bluzkę. Podszedł do mnie i kucnął przede mną. Ostrożnie chwycił brzegi mojej mokrej bluzki i delikatnie pociągnął ją do góry. Materiał odklejał się od mojego ciała przez co się skrzywiłam. Nie lubiłam takiego uczucia. Uniosłam ręce, a on zdjął przez głowę moją bluzkę przez co zostałam w staniku. Ponownie objęłam się rękoma zasłaniając brzuch i piersi. Nie tylko dlatego, że było mi zimno, ale także z tego powodu, że nigdy nie lubiłam swojego ciała. Średniego rozmiaru piersi, słabe wcięcie w talii. Nie byłam ani ładna ani pociągająca...
-Abby. Unieś ręce.- poprosił, a ja wypełniłam jego polecenie. Założył mi przez głowę bluzkę i opuścił ją zakrywając brzuch i piersi. Jego polce delikatnie dotykały mojej skóry przez co dostałam gęsiej skórki.
-Musisz wstać.- oznajmił jakby sam nie był do końca pewny swoich słów. Podniosłam się i stanęłam przed nim. Wsunął dłonie pod za dużą bluzkę, która sięgała mi do połowy ud i odpiął suwak oraz guzik od spodni. Zsunął je delikatnie przez uda aż do kostek. Wyszłam z nich i ponownie usiadłam. Założył mi dresy i grube skarpety na stopy.
-Poczekaj.- rzucił i ponownie gdzieś zniknął. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Zaraz zapukał to złe określenie. Ktoś zaczął walić w drzwi. Do salonu wparował Liam.
-Abby idź na górę.- rozkazał wyciągając broń zza spodni. Wstałam z kanapy i mimo tego, że nogi miałam jak z galarety szybko poszłam na górę. Zatrzymałam się na szczycie schodów i nasłuchiwałam. Drzwi otworzyły się z hukiem i do środka weszło dwóch chłopaków. Jeden blondyn, a drugi szatyn z loczkami.
-Kurwa mać! O mało łbów bym wam nie odstrzelił wy idioci!- krzyknął, ale jednocześnie odetchnął.
-Wyluzuj stary. Nie dajesz znaków życia więc pomyśleliśmy, że jesteś tutaj, ale do rzeczy. Zlecenie kochany.- zeszłam na niższe schodki i zauważyłam jak siadają w salonie.
-Co znowu?- westchnął odkładając broń na stolik
-Pewien koleś wisi Luois'owi sporą kasę i nie chce jej oddać, a jak wiesz Louis nie należy do tych cierpliwych, więc... puff...- oznajmił robiąc z dłoni "pistolet" i udając, że strzela w Liam'a. Zaraz... Zlecenie. Pistolety... On... Boże! Muszę stąd jak najszybciej uciec!
-Tutaj masz na niego wszystkie namiary. Załatw to jak najszybciej.- odezwał się blondyn i wyjął z tylnej kieszeni i położył ją na stoliku. Liam wziął ją w ręce i otworzył. Zbiegłam ze schodów i zatrzymałam się przed nimi. Spojrzeli na mnie wszyscy. Szatyn i blondyn wpatrywali się we mnie z niedowierzaniem i lekką groźbą w oczach, a Liam był zszokowany.
-Słyszała rozmowę?- spytał szatyn. Rzuciłam się w stronę drzwi i wybiegłam z domku.
-Kurwa mać! Abigail!- usłyszałam krzyk Liam'a jednak byłam już na polanie i biegłam w stronę drzew. Deszcz zmalał jednak nadal można było niewiele przez niego zobaczyć.
  Wbiegłam między drzewa i nadal się nie zatrzymując biegłam w głąb lasu. Nie wiedziałam gdzie się kieruje. Wszystko było takie same. Zatrzymałam się na chwilę rozglądając się dookoła i łapiąc łapczywie powietrze w płuca. Gdzie biec? Gdzie biec? Mam deja vu. Już raz musiałam tak uciekać.
-Abby!- usłyszałam za sobą krzyk. Jęknęłam i pobiegłam w lewo. Ściółka była śliska przez co się wywalałam. Mokre paprocie biczowały mnie po nogach. Gałęzie chłostały moją twarz. Zatrzymałam się na chwilę przytrzymując się drzewa. Kora była mokra i śliska przez spływający po niej deszcz. Rozejrzałam się jednak niewiele widziałam przez kurtynę deszczu. Nie słyszałam nic prócz bicia mojego serca i mojego ciężkiego oddechu. Miałam wrażenie, że bicie mojego serca można by usłyszeć z daleka. Wzięłam kolejny głęboki wdech i ruszyłam dalej.
  Powoli się ściemniało i ogarnęła mnie panika. Jestem sama w lesie. Nie wiem gdzie jestem, dokąd mam biec ani jak mam wrócić do domu. Do moich oczu zaczęły się cisnąć łzy. Obraz stał się rozmazany, ale biegłam dalej. Zamknęłam na chwilę oczy chcąc pozbyć się niechcianych łez i w tym momencie się z czymś zderzyłam. Jednak nie było to drzewo. To było coś ciepłego. Słyszałam głęboki i ciężki oddech. Otworzyłam oczy i spojrzałam w górę. NIE... Błagam...

Od autorki:
Czeeeśc skarby! <3
Wiem, że rozdział było dawno, ale niestety szkoła i kara na 
komputer ;(
Dodaję go teraz i mam nadzieję, że się wam podoba :))
Pracowałam nad nim około kilku dni, ale i tak uważam, że jest
on nieudany... Wena mnie ostatnio opuściła :(
Mam nadzieję, że mimo to podoba się wam i liczę na komentarze  <3
Lots of love xx
 

wtorek, 24 września 2013

"It's over?"

  Zamknęłam za sobą drzwi i otarłam łzy z twarzy. Wróciłam do kuchni i wspięłam się na stołek. Liam wyciągał talerze i nakładał na nie jajecznicę.-Przepraszam.- szepnęłam tak cicho, że miałam wrażenie, że tylko ja to usłyszałam.
-Nie musisz, rozumiem.
-A...- przerwałam i zacisnęłam usta w wąską linię. Może jednak nie powinnam zadawać tego pytania? Spojrzał na mnie chłodnym wzrokiem.
-Co?- warknął
-Kim jesteś? W sensie... Czy Ty też jesteś...- przełknęłam ślinę- d-dilerem?- spojrzał na mnie mrużąc oczy. Zaschło mi w ustach. Zwilżyłam wargi językiem. Zamrugał kilka razy i potrząsnął głową jakby wyrwał się z zamyślenia.
-Nie, nie zajmuje się dilerką.- mruknął stawiają przede mną talerz z M poshdjsbiłkiem, a sam usiadł naprzeciw mnie.
-A czym się zajmujesz

-Lepiej żebyś o tym nie wiedziała.- warknął ostrzegawczo.
-Dlaczego?- bąknęłam chwytając widelec i dłubiąc nim w jajecznicy.
-Bo nie i koniec!- wrzasnął wyprostowując się. Zeskoczyłam ze stołka i odsunęłam się od niego z szeroko otwartymi oczami. W każdej chwili byłam gotowa do ucieczki. Zamknął oczy i oddychał głęboko starając się uspokoić. Spojrzał na mnie. Jego oczy były czarne. Cofnęłam się jeszcze kilka kroków, aby być od niego w bezpiecznej odległości. Obszedł wyspę i zaczął się zbliżać w moją stronę. Świadomie ponownie zaczęłam się cofać. Zatrzymał się krzywiąc lekko.
-Boisz się mnie?- spytał ochrypłym głosem przechylając lekko głowę. Wykonałam kilka głęboki wdechów i kiwnęłam twierdząco głową przełykając ślinę.
-Dlaczego?- szepnął zbliżając się odrobinę. Nie pojmowałam jego zmian nastroju.
-Boję się teraz wszystkiego.- załkałam i czułam jak po moich policzkach zaczynają ponownie tego ranka spływać łzy.- Boję się ciemności, boję się każdego nieznanego dźwięku, boję się każdego człowieka, boje się jutra, boję się zostać sama, boję się wszystkiego.- wyrzuciłam to z siebie na jednym tchu i osunęłam się wzdłuż ściany chowając twarz w dłoniach i podciągając kolana pod brodę.Kucnął przede mną i przyjrzał mi się uważnie. Podniosłam na niego zapłakane oczy. Ponownie się skrzywił.
-Nie płacz. Nie lubię jak dziewczyny płaczą.- mruknął. Nie było w nim cienia współczucia. Nadal był chłodny i obojętny. Westchnął i usiadł obok mnie opierając się plecami o ścianę.
-Słuchaj... Nie umiem pocieszać. Jestem w tym do kitu. Nie mam pojęcia co ci powiedzieć, żebyś poczuła się lepiej. Nie mam pojęcia, ale nie wolno się poddawać. Musisz żyć dalej. Zapomnieć i dać sobie spokój. Musisz zapomnieć o bólu... O poczuciu bezradności... O poczuciu samotności... Zapomnij. Życie toczy się dalej. Czas nie stanie w miejscu bo tego chcesz. Niestety...- mówiąc to cały czas wpatrywał się w jedne punkt przed sobą. Jakby on doświadczył tego uczucia. W jego głosie dało się wyczuć ból i tęsknotę... Spojrzałam na niego. Zacisnął usta w wąską linię i zacisnął powieki potrząsając głową jakby chciał z niej coś wyrzucić.- Weź się w garść. Życie jeszcze nie raz skopie ci dupe...- mruknął wstając i podając mi rękę. Otarłam szybko łzy i chwyciłam ją, a on pomógł mi wstać. Zadarłam lekko głowę i spojrzałam na niego.
-Masz rację...- szepnęłam- W pocieszaniu jesteś na prawdę do kitu.- przez jego twarz przebiegł cień uśmiechu.
-Tak, wiem o tym. Dokończymy śniadanie?- kiwnęłam głową i usiedliśmy przy wyspie. Zjedliśmy w ciszy. Każde z nas było pogrążone w swoich myślach i nie chciało przerywać tej niekrępującej ciszy, która panowała między nami.
   Po skończonym posiłku zmyliśmy talerze i każde z nas poszło robić co innego. Ja poszłam na górę do pokoju w którym się rano obudziłam. Otworzyłam drzwi balkonowe i weszłam na balkon. Był niewielki i znajdowały się na nim dwa krzesła, a pomiędzy nimi szklany okrągły stoliczek. Usiadłam na jednym krześle podciągając nogi pod brodę i obejmując je rękoma. Oparłam brodę o kolana i wpatrywałam się w ścianę lasu. Korony drzew tańczyły chaotycznie pod wpływem lekkiego wiatru, a niebo pokryła szara warstwa chmur. Słońce próbowało się przez nie nieśmiało przedrzeć, ale przegrywało tą walkę i powoli się poddawało.  Zamknęłam oczy pogrążając się we własnych myślach.
   "Weź się w garść." powtarzałam sobie w myślach chcąc się choć trochę zmotywować. "Trzeba iść do przodu. Czas nie stanie w miejscu.". Muszę zapomnieć i żyć dalej. Dam sobie radę. Będę silna. Zapomnę. Zacznę od nowa.Muszę. Poradzę sobie... Wyjadę na jakiś czas do rodziców do Bostonu, odpocznę... Zerwę kontakty z moim dotychczasowymi przyjaciółmi. Dam sobie radę! Jestem w końcu kurwa dorosła! Mam dwadzieścia lat. Chociaż w środku czuję się jak mała bezbronna siedmioletnia dziewczynka, która chce się do kogoś przytulić i uciec przed wszystkimi problemami.Ale to jest brutalna rzeczywistość... Już nie jestem małą dziewczynką i nie ucieknę przed tym. Muszę stawić temu czoła. Chociaż to jest tak cholernie trudne...

Od autorki:
Kochanie wiem, że rozdział jest strasznie krótki, 
ale mam karę na komputer i nie mam czasu pisać :(
Mam złe oceny w szkole i mama dała mi kare ;( 
Cudem ją ubłagałam żeby pozwoliła mi dodać ten.
Mam nadzieję, że jest w miarę i da się go czytać .
Lots of love xx

sobota, 21 września 2013

ważna informacja

kochani przepraszam was, że rozdział się nie pojawia, ale mam strasznie dużo nauki w szkole no i mam kare na komputer za złe oceny... :/ postaram się go dodać jak najszybciej. teraz piszę z telefonu, więc może go dokończe.
KOCHAM WAS I PRZEPRASZAM!

piątek, 6 września 2013

"I want forget about it. About everything! About all my life!"

  Zatrzymał samochód pod jakimś blokiem. Rozejrzałam się. Osiedle nie wyglądało na przyjazne... Przynajmniej w dzień. Wysiadł i obszedł szybko samochód. Otworzył mi drzwi. Wysiadłam i zimny wiatr owiał moje ciało. Zadrżałam.
  Zamknął za mną drzwi i chwycił moją dłoń. Ruszył szybkim krokiem w stronę bloku. Ledwo za nim nadążałam. Musiałam prawie biec. Otworzył drzwi do klatki i zapalił światło. Weszliśmy po schodach na czwarte piętro i zatrzymaliśmy się przed drzwiami, a Liam zaczął przeszukiwać swoje kieszenie w poszukiwaniu zapewne kluczy. Wygrzebał je i pośpiesznie wsadził do zamka. Przekręcił go dwa razy i nacisnął klamkę wprowadzając nas do środka.
  Zapalił światło i popędził w głąb mieszkania. Weszłam powoli do salonu i skierowałam się korytarzem do pokoju w którym był Liam. Stał przed szafą i pakował do torby ubrania.
-Po co to?- szepnęłam
-Nie zostaniemy tutaj. Jedziemy do mojego domu za miastem.- oznajmił chłodno nawet na mnie nie patrząc. Stałam w progu patrząc na niego i nie odzywając się ani słowem.
  Co do cholery dzieje się z moim życiem. Najpierw zostałam porwana, później ratuje mnie On i teraz chce mnie gdzieś wywieźć. Powinnam mu ufać? Powinnam z nim jechać? Czy ja w ogóle powinnam się znajdować w tym mieszkaniu? A co jeśli On okaże się kolejny psycholem? Co jeśli chce mnie wywieźć poza miasto żeby tam mnie przetrzymywać, a później zabić i zakopać gdzieś w lesie?
  Nieświadomie zaczęłam stawiać kolejne kroki w tył aż natrafiłam na zimną i lekko chropowatą powierzchnię ściany. Patrzyłam się na chłopaka, a on nawet na mnie nie zerknął. Zapiął suwak torby i zarzucił ją na ramie. Wyszedł z sypialni i minął mnie bez słowa.
  Spojrzałam w mrok korytarza i przełknęłam ślinę. Odepchnęłam się lekko plecami od ściany i ruszyłam spowrotem do salonu. Liam zabierał jeszcze kilka rzeczy z szuflad. Kucnął przy komodzie z telewizorem i podniósł kwadratową drewnianą płytę. Zakryłam usta dłonią, a moje oczy z pewnością były teraz niczym dwa wielkie spodki. W podłodze była dziura, a w niej bronie i pełno magazynków. Wyciągnął z niej dwie bronie i kilka magazynków. Zakrył dziurę i schował bronie do torby wraz z magazynkami. Wstał i spojrzał na mnie.
-Idziemy.- rzucił i ruszył w stronę drzwi. poszłam za nim. Zamknął mieszkanie i zeszliśmy ponownie na dół. Wróciliśmy do jego auta. Otworzył mi drzwi d strony pasażera. Wsiadłam do środka, a on włożył torbę do bagażnika i zajął miejsce od strony kierowcy. Włożył klucze do stacyjki i odpalił silnik. Odjechalśmy z osiedla i pojechaliśmy w nieznane mi miejsce.
  Przez całą drogę nie odezwaliśmy się do siebie. Żadne z nas nie chciało przerywać tej ciszy. Patrzyłam się przez okno w czerń nocy i starałam się wymazać wszystkie okropne wspomnienia. Chciałam zapomnieć o bólu, poczuciu bezradności, obrzydzeniu, strachu. Chciałam zapomnieć wyraz jego twarzy. Wszystko... Chciałam zapomnieć o wszystkim i o wszystkich... Oparłam głowę o zimną szybę i zamknęłam oczy. Sama nie zauważyłam kiedy odpłynęłam.
  Poczułam zimny powiew powietrza i ciche westchnięcie. Po chwili poczułam ciepłe dłonie wślizgujące się pod moje plecy i nogi. Uniósł mnie z łatwością i wyciągnął z auta. Usłyszałam trzask zamykanych drzwi i zaczęłam delikatnie podskakiwać w jego ramionach w rym kroków. Uchyliłam delikatnie powieki. Wszędzie panowała ciemność. Ponownie zamknęłam oczy. Wszedł po schodkach i zatrzymał się na chwilę. Mruknął coś niezrozumiale i otworzył łokciem drzwi. Ogarnęło mnie przyjemne ciepło. Jego kroki stały się cichsze. Usłyszałam delikatne skrzypienie paneli. Po chwili wspinał się po schodach i wszedł na piętro. Wszedł do pokoju i położył mnie delikatnie na miękkim materacu. Skuliłam się na łóżku zaciskając powieki. Poczułam jak przykrywa mnie ostrożnie kołdrą i zdejmuje moje trampki. Panowała cisza jednak czułam na sobie jego zaciekawione spojrzenie. Usłyszałam jak odstawia torbę na podłogę i przechodzi po pokoju. Zatrzymał się i szeptał sam do siebie. Uchyliłam delikatnie powieki. Stał odwrócony do mnie tyłem i zdejmował koszulkę. Jego postać oświetlało delikatne światło lampki nocnej stojącej na szafce nocnej obok łóżka.  Jego plecy były pokryte tatuażami jak i ręce. Jeden z tatuaży sięgał mu aż do szyi. Czułam jak moje policzki płoną czerwienią. Zacisnęłam powieki i delikatnie podciągnęłam kołdrę na policzki. Materac obok delikatnie się ugiął po jego ciężarem.
-Trzeba było kupić większy dom z dwoma sypialniami.- burknął do siebie. To znaczy... Czułam jak mój rumieniec staje się jeszcze bardziej dorodniejszy. Delikatnie zabrał do siebie trochę kołdry i usłyszałam pstryknięcie. Pewnie zgasił lampkę. Uchyliłam delikatnie powieki. W pokoju panowały egipskie ciemności. Nie widziałam nawet czubka własnego nosa. Może to i lepiej. Czułam bijące od niego gorąco. Wiedziałam, że łóżko nie jest zbyt duże i fakt, że mamy spać pod jedną kołdrą był z pewnością znaczący. Odwróciłam się do niego plecami i zamknęłam oczy usiłując zasnąć.
  Otworzyłam powoli oczy i po chwili ponownie je zamknęłam. Przewróciłam się ostrożnie na plecy. Uchyliłam powieki i wpatrywałam się w sufit.Odwróciłam delikatnie głowę i z ulgą odkryłam, że miejsce obok jest puste i zimne. Odkryłam się i wstałam z łóżka. Rozejrzałam się po pokoju. Zauważyłam drzwi. Wstałam i podeszłam do nich. Nacisnęłam klamkę i weszłam do łazienki. Podeszłam do lustra. Widok w nim mnie przeraził.
  Moja twarz była posiniaczona i opuchnięta. Rozcięta warga, sine oko, spuchnięty policzek, jak i nos. Do oczu napłynęły mi łzy. Odkręciła szybko zimną wodę i przemyłam nią twarz. W odbiciu zauważyłam, że na krawędzi wanny leży czarna koszulką i białe dżinsy. Zakręciłam kran i podeszłam do wanny. To były kobiece ubrania. Zerknęłam na prysznic. Potrzebuję długiej, gorącej kąpieli. Podeszłam do drzwi i przekręciłam zamek. Zdjęłam z siebie ubrania i bieliznę po czym weszłam do kabiny. Odkręciłam gorącą wodę. Przez moje ciało przebiegł dreszcz gdy jej strumienie otulały moją skórę. Wystawiłam twarz do strumienia. Skrzywiłam się. Każda kropla wody lądująca na niej sprawiała mi ból. Spojrzałam na moje ciało. Ponownie poczułam łzy. Posiniaczone żebra, brzuch, ręce i nogi. Wyglądałam okropnie. Zacisnęłam powieki i usta. Oparłam się plecami o zimną wykafelkowaną ścianę i zjechałam po niej siadając w brodziku. Zakryłam twarz dłońmi i wybuchnęłam płaczem.
  Dlaczego ja? Dlaczego akurat ja? Nikomu nic nie zrobiłam, a zostałam wykorzystana do wyrównania porachunków. Chcę o tym zapomnieć. O wszystkim. O całym moim dotychczasowym życiu. Nie chcę mieć już nic do czynienia z moimi starymi przyjaciółmi. Z Joshem, z Emmą... Z nikim. Zaczynam wszystko od nowa. W samotności. Z samą sobą...
  Kiedy skończyłam wytarłam się i założyłam swoją bieliznę i czyste ubrania. Przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam odrobinę lepiej. Miałam zaczerwienione oczy do płaczu. Przemyłam twarz zimną wodą mając nadzieję, że to pomoże chociaż odrobinę.  Przerzuciłam swoje mokre włosy na prawe ramie i wyszłam z łazienki. Założyłam trampki i wyszłam z pokoju.
Wyszłam na korytarz i skierowałam się w stronę schodów. Zeszłam po cichu na dół. Podłoga zaskrzypiała lekko pod moim ciężarem. Usłyszałam odgłosy dochodzące z kuchni. Weszłam do niej i od razu poczułam jak moje policzki rumienią się. Chłopak stał przy kuchence bez koszulki odsłaniając swoje mięśnie. Miał na sobie tylko ciemne rurki. Zerknął na mnie przed ramie.
-Płakałaś.- rzucił i wrócił do poprzedniej czynności. Podeszłam do wyspy i usiadłam na wysokim stołku barowym. Odwrócił się w moją stronę i podszedł do wyspy. Oparł dłonie o marmurowy blat i spojrzał na mnie. Wpatrywałam się na swoje splecione dłonie leżące na blacie.
-Skąd się wzięłaś w tamtym domu?- spytał prosto z mostu
-Porwał mnie...- szepnęłam
-Dlaczego?- naciskał
-Mój...- zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech- Mój przyjaciel był mu winny pieniądze za narkotyki.
-Dlaczego akurat Ty?
-Bo kiedyś byłam jego dzewczyną.
-Wiesz czy jest zadłużony u jeszcze jakiś innych di...
-Nie wiem! Skąd mam to wiedzieć?! Nie pytałam się go o takie rzeczy! Jakoś nie zauważyłam żeby brał! Możesz dać mi spokój! Ja chcę o tym wszystkim zapomnieć, a nie to wszystko sobie przypominać!- wrzasnęłam wstając ze stołka. Po moich policzkach zaczęły mi spływać łzy. Pobiegłam do korytarza i otworzyłam drzwi. Stanęłam na werandce. Byliśmy w lesie, a dom stał na polanie. Przed nim zaparkowane było czarne sportowe Volvo. Zeszłam po schodkach i stanęłam na trawie. Padała mżawka. Obróciłam się wokół własnej osi przyglądając się wszystkiemu dookoła.
-Jutro odwiozę cię do domu.- usłyszałam- Lepiej żebyś wyjechała gdzieś poza miasto na jakiś czas.- odwróciłam się w jego stronę i nasze spojrzenia skrzyżowały się. Jego spojrzenie sparaliżowało mnie na chwilę jednak szybko odwróciłam wzrok kierując go na drzewa.
  Zaczynam wszystko od nowa. W samotności...

Od Autorki:
Nie będę się rozpisywać.
Rozdział miał być jutro,  ale naszła mnie wena i jest dzisiaj :)
Mam nadzieję, że się wam podoba i zadawajcie pytania bohaterom na asku :)

środa, 4 września 2013

Zapytaj Bohatera!

MISIACZKI WY MOJE KOCHANE!

  Postanowiłam, że założę aska :3 Możecie zadawać pytania w kwestii rozdziałów czy do bohaterów.
  Rozdział będzie w sobotę :)))
  Mam nadzieję, że chcecie o coś spytać głównych bohaterów;)
 
 ask:

Pytajcie misiaczki! ♥

Lots of love xx

sobota, 31 sierpnia 2013

Informaaacja!

  Cześć skarby!
Biorąc pod uwagę, że zaraz szkoła chciałam wam powiedzieć, że rozdziały będą mogły pojawiać się rzadziej. np. w weekendy.
  Cieszę się, że jest już ponad 500 wyświetleń :)) Dziękuję wam także za mile komentarze pod rozdziałami. To na prawdę bardzo miłe i motywujące.
  Zastanawiam się także nad założeniem aska gdybyście chcieli zadawać pytania co do nowego rozdziały czy do bohaterów.
  Rozdział powinien pojawić się jutro :))  Doradzcie mi także z tym askiem. Założyć? Będziecie zadawać pytania?
  Czekam na odpowiedzi :))
 
  Lots of love xx

środa, 28 sierpnia 2013

"Die in hell, motherfucker"

 Zatrzymał się z piskiem opon na podjeździe i wysiadł trzaskając drzwiami. Otworzył drzwi od mojej strony i wyciągnął mnie z auta. Otworzył drzwi od domu i wepchnął mnie do środka. Zamknął drzwi jednym kopnięciem z taką siłą, że echo rozniosło się po całym pustym domu. Przycisnął mnie z całej siły do chropowatej powierzchni ściany. Jęknęłam cicho gdy poczułam ból w kręgosłupie
-Myślałaś że mnie uciekniesz szmato?!- warknął groźnie- Przede mną nie da się uciec. Dopóki twój chłoptaś nie odda mi kasy należysz do mnie! Jasne?!- wydarł się jeszcze głośniej mocniej dociskając mnie do ściany.
-Tak. - jęknęłam gdy poczułam przeszywający ból. Złapał mnie za ramie wbijając w nie swoje chude palce i szarpnął w stronę schodów. Wszedł ze mną na piętro i wepchnął mnie do pokoju. Zamknął drzwi i przekręcił w nich klucz. Usłyszałam głośne przekleństwa i huk, jakby coś przewracał.
  Upadłam na dywan i zakryłam twarz dłońmi. Miałam tego dość. Chcę już umrzeć. Nie chcę już dłużej żyć w starcu. Nie chcę się już męczyć. Nie chcę już być traktowana jak śmieć i służyć jako worek treningowy. Chcę już być kurwa martwa!
  Usłyszałam grzmoty. Podniosłam się podpierając rękoma o dywan. Wstałam niezdarnie i podeszłam do okna. Niebo przybierało groźnej, granatowej barwy. Chmury rozświetlały błyski, groźne grzmoty roznosiły się echem po okolicy. Po chwili na szybie pojawiły się pierwsze nieśmiałe kropelki deszczu. Robiło się ich coraz więcej aż nie spływały rwącym strumieniem po gładkiej tafli szkła. Spojrzałam na miejsce gdzie powinnam być klamka. Przyłożyłam dłoń do zimnej szyby i oparłam o nią czoło.
"To jest moje piekło na ziemi..."

***

  Sprawdziłem czy magazynek jest pełny i schowałem broń za pasek spodni wcześniej ją zabezpieczając. Spojrzałem na zdjęcie leżące na stoliku. Zacisnąłem szczękę gdy poczułem napływające do oczu łzy. Taka uśmiechnięta... Pełna życia... Nie ma jej... Nie ma jej przez niego!
  Kopnąłem nogą w szklany stolik, a on rozsypał się. Małe odłamki szkła wylądowały wszędzie. Zasypały jej zdjęcie, które szybko spod nich wyjąłem. "Dzisiaj zapłaci mi za wszystko..." Zgniotłem zdjęcie w dłoń chcąc o niej zapomnieć i wyrzuciłem je gdzieś w głąb mieszkania. Zabrałem klucze do samochodu i wyszedłem z mieszkania. biegłem po schodach nie czekając na windę i wyszedłem z klatki. Zarzuciłem kaptur na głowę. Nade mną rozbrzmiewały grzmoty, a rzęsisty deszcz sprawił że w jednej chwili byłem cały mokry. Otworzyłem samochód i wsiadłem do środka. Odpaliłem silnik, a on zawarczał groźnie. Docisnąłem pedał gazu do podłogi i odjechałem z piskiem opon. Wycieraczki nie nadążały za deszczem, a światła samochodów z naprzeciwka oślepiały mnie. Jednak nie przejmowałem się tym, a wskazówka prędkościomierza nie schodziła poniżej 180km/h.
  Zapłaci mi za wszystko. Za to że mi ją odebrał. Za to że nie ma jej przy mnie. Że nie mogę patrzeć na jej cudowny uśmiech. Za to że nie mogę słuchać tego cudownego dźwięku gdy się śmiała. Za to że nie mogę czuć jej pocałunków. Zapłaci mi za to! Nie może być lepszej zapłaty niż jego śmierć. Nie zabiję go od razu. Będzie umierał powoli, a ja będę się temu przyglądać.
  Kiedy dojeżdżałem pod jego dom zgasiłem światła i zaparkowałem wcześniej. Zgasiłem silnik i sięgnąłem po broń. Ponownie sprawdziłem magazynek i odbezpieczyłem ją. Otworzyłem drzwi i wyszedłem na deszcz. Szybkim krokiem skierowałem się na jego podjazd. Wyjąłem z kieszeni nóż i przedziurawiłem opony każdego z czterech samochodów, które tam stały. W oknach świeciły się światła i dało się słyszeć głośną muzykę i śmiechy. Spojrzałem w stronę drzwi i podszedłem do nich. Wymierzyłem w nie jedno mocne kopnięcie, a one się otworzyły zderzając się ze ścianą. Wszedłem do środka i skierowałem się do salonu. Wszystkie spojrzenia skierowały się na mnie. Każdy z nich chciał sięgnąć po broń, jednak za nim zdążyli moje naboje znalazły się w ich czaszkach. 
-Co jest kurwa?!- usłyszałem. Zagotowało się we mnie. Stanąłem przed schodami. Po chwili zobaczyłem go. Zapinał pasek od spodni, a za nim szła jakaś dziwka.
-Payne!- krzyknął gdy mnie zobaczył, a ja oddałem jeden strzał w jego kolana. Upadł i stoczył się ze schodów zatrzymując się u moich stóp. Jego dziwka zaczęła piszczeć. Uciszyłem ją kulką między oczami. Spojrzałem na niego. Schowałem broń spowrotem za pasek i zaciągnął go do salonu. Odepchnąłem ciała i posadziłem go na krześle. Przykleiłem go do niego taśmą i stanąłem na przeciw niego.
-Wiedziałem że kiedyś przyjdziesz.- wysapał z uśmiechem. Nie wytrzymałem i wymierzyłem mu prawego sierpowego prosto. Odwrócił twarz i wypluł krew z ust. Wyjąłem broń zza spodni i wymierzyłem w jego drugie kolano. 
-Zapłacisz mi śmieciu za to że ją zabiłeś.- warknąłem
-Mówisz o twojej dziewczynie?- zaśmiał się i spojrzał na mnie.- Danielle?- spytał powoli i zaśmiał się ponownie. Nacisnąłem spust i kolejny nabój znalazł się w jego drugim kolanie. Krzyknął z bólu.
-Nie waż się wymawiać jej imienia.!- wrzasnąłęm
-Była skua waleczna.- sapnął.- Ale i tak szybko zdechła.
-Zamknij tą morde!
-Może gdybyś przybył wcześniej jeszcze by żyła...- spojrzał na mnie odchylając lekko głowę. Jego klatka unosiła się i opadała w szybkim tempie.- Ale wtedy... Zabiłbym ją na twoich oczach...- uśmiechnął się- Patrzyłbyś na jej długą śmierć. Słyszałbyś jak woła twoje imie... Jak płacze... Jak krzyczy żebyś ją uratował...- czułem jak do moich oczu napływają łzy. Zacisnąłem szczękę i ścisnąłem mocniej pistolet w moich dłoniach. Jego śmiech rozniósł się po całym domu.- No co Liam? Nie zabijesz mnie? Przecież po to tu przyszedłeś. Żeby zemścić się na mnie za tą dziwkę.- nacisnąłem kilkakrotnie spust i oddałem kilka strzałów w jego stronę. Z każdym naciśnięciem spustu zbliżałem się do niego o krok. Kiedy naboje się skończyły opuściłem rękę i spojrzałem na niego. Z dziur po nabojach wypływała krew, a on już się nie ruszał. Złapałem go za włosy i podniosłem jego głowę. Jego oczy patrzyły się na mnie pustym wzrokiem.
-Zdychaj w piekle, skurwysynu.- warknąłem i puściłem jego włosy, a jego głowa zawisła bezwładnie. Rozglądnąłem się po pomieszczeniu przyglądając się każdemu ciału. Westchnąłem i przeczesałem włosy ręką. Nagle usłyszałem krzyki z piętra. Wszedłem powoli po schodach i wszedłem na korytarz. Krzyki dochodziły z pokoju przed którym stałem. Zacisnąłem klamkę jednak drzwi nie ustąpiły. Zamknięte na klucz. Cofnąłem się o krok i strzeliłem w zamek. Drzwi się otworzyły. Wszedłem do środka i zobaczyłem przerażoną dziewczynę. Opierała się o przeciwległą ścianę i przyglądała mi się. Rozejrzałem się po pokoju. Opuściłem broń i spojrzałem na nią.
-Kim jesteś?- spytałem
-J-jestem Abb-Abby.- wyjąkała- K-Kim Ty jesteś?
-Liam.- powiedziałem i odwróciłem się wychodząc na korytarz. Usłyszałem jak biegnie za mną. Nie przejąłem się tym i zszedłem po schodach.
-Ale zaczekaj ja...- przerwała swoją wypowiedź piskiem przerażenia gdy zobaczyła ciała leżące w salonie. Odwróciłem się w jej stronę.
-Czego chcesz?- spytałem chłodno.
-Co... Co mam teraz zrobić?- spytałam tak cicho, że prawie niedosłyszałem. 
-Wróć do domu?- wzruszyłem ramionami.- Mało mnie to obchodzi.
-Ale...
-Na miłość Boską czego Ty ode mnie chcesz?!- wydarłem się na nią, a ona cofnęła się kilka kroków. Zauważyłem łzy w jej oczach. Była przerażona. Pewnie ją przetrzymywał. Wziąłem głęboki wdech żeby się uspokoić. Spojrzałem w jej oczy i zamurowało mnie. Są... Są takie jak jej... Głęboki brąz... Zacisnąłem powieki i potrząsnąłem głową chcąc wyrzucić wspomnienia. Przyłożyłem dwa palce do skroni i wypuściłem powietrze z płuc. Ponownie na nią spojrzałem.
-Nie będzie. Zabiorę cię na razie do siebie.- schowałem broń za pasek i wyciągnąłem w jej stronę dłoń. Przyjrzała się jej i niepewnie ją chwyciła. Poczułem lekkie dreszcze jednak starałem się je ignorować. Wyszedłem z domu i skierowałem się z nią do auta. Otworzyłem jej drzwi, a ona wsiadła do środka. Otworzyłem bagażnik i wyjąłem z niego kanister. Na szczęście deszcz przestał padać i była lekka mżawka. Wróciłem pod dom i odkręciłem kanister z benzyną. Do moich nozdrzy dotarł ten drażniący zapach. Zacząłem polewać krzaki, próg, drzwi i wszystko dookoła. Wyrzuciłem kanister do ogrodu i wyciągnąłem  z kieszeni zapalniczkę. Odpaliłem ją i popatrzyłem na dom.
-Tak jak mówiłem.- rzuciłem zapalniczkę w krzaki i cały dom stanął w płomieniach.- Smaż się w piekle, skurwielu.- pobiegłem do samochodu i wsiadłem do środka odpalając silnik. Odjechałem stamtąd i obejrzałem się jeszcze w lusterku, aby zobaczyć płomienie.
-Co Ty zrobiłeś...- szepnęła przerażona.
-Coś co powinienem zrobić bardzo dawno temu.

Od autorki:
Czeeeeeść skarby! <3
Wiem, że zrobiłam długą przerwę, ale nie miałam czasu ;(
Mam nadzieję że rozdział wam się podoba i liczę na komentarze <3
I JAK WIDZICIE TEN SADYSTA I POTWÓR TO NIE JEST LIAM :D
No nic. Liczę na szczere komenatrze! :3
Lots of love xx 

piątek, 16 sierpnia 2013

"You' re the worst thing in my life!"

  Zbliżył się do łóżka i przejechał palcami po białej pościeli. Wpatrywałam się w niego oddychając niemiarowo. Aparatura coraz głośniej pikała. Spojrzał w jej stronę i uśmiechnął się ponownie. Podszedł do niej i wyłączył ją. Nagle panowała grobowa cisza, którą przerwał odgłos jego podeszw szurających po linoleum. Przełknęłam ślinę. Podszedł do mnie i pochylił się nade mną opierając dłonie po obu stronach mojej głowy. Moją twarz owiał jego gorący oddech pachnący papierosami.
-Popsułaś mi całe plany skarbie.- warknął.- Jakbyś kurwa po prostu nie mogła zostać w domu.
-To Ty mnie postrzeliłeś.- to zdanie wyrwało się z mojego gardła zanim zdążyłam się ugryźć w język. Schylił się jeszcze bardziej. Wcisnęłam głowę w poduszkę odsuwając się chociaż te dwa centymetry od jego twarzy. Chwycił moją twarz w dłoń.
-Nie pozwalaj sobie.- wyrwałam się z jego uścisku
-Mówię ci prawdę.- warknęłam czują przypływ pewności siebie.
 Zmrużył oczy i złapał mnie za postrzelone udo ściskając je. Chciałam krzyknąć z bólu jednak zakrył mi usta dłonią, która stłumiła mój krzyk. Zacisnęłam powieki, a z moich policzków spłynęły łzy.
-Twój przyjaciel jeszcze nie oddał mi kasy, ale narazie cię nie zabiję.- otworzyłam oczy, a on się schylił do mojego ucha.- Możesz mi się jeszcze przydać.- szepnął przygryzając jego płatek i całując mnie w szyję. Przeszedł mnie dreszcz obrzydzenia. Przełknęłam ślinę i jęknęłam w jego dłoń. Zabrał ją z moich ust i wyprostował się.- Nie przywiązuj się do tego łóżka. Zaraz cię wypisuję i zabieram stąd.- warknął i podszedł do drzwi. Odstawił krzesło i wyszedł zamykając drzwi.
  "Zabieram stąd. Zabieram stąd. Zabieram stąd." Jego słowa odbijały się echem w mojej głowie. Nie mogę wrócić do tego piekła. Zaczęłam się gorączkowo rozglądać po pokoju szukając jakiegoś ratunku.Okno! Odkryłam się i chciałam wstać. Ostrożnie podniosłam się z łóżka i zaczęłam kuśtykać w jego stronę. Otworzyłam je i spojrzałam w dół. Pierwsze piętro. Rozejrzałam się na boki. Mogłabym zejść po rynnie... Ale moje ubrania. Nagle usłyszałam jak drzwi się otwierają. Odwróciłam się gwałtownie.
-Nie powinna panienka wstawać.- skarciła mnie pielęgniarka.- Tu są panienki ubrania.- położyła je na łóżku. Podeszła do niego i wzięłam do ręki czarną bluzkę.
-Ale... Ale to nie są moje ubrania.- odezwałam się
-Koleżanka panienki je przywiozła, bo panienki były całe brudne.Niech się panienka spokojnie przebierze.- uśmiechnęła się i wyszła zamykając za sobą drzwi. Zdjęłam z siebie szybko szpitalną koszulkę i założyłam czarną bluzkę bez rękawków, ciemne lekko obcisłe dżinsy i białe trampki. Podeszłam ponownie i wzięłam wzięłam głęboki. Usiadłam na parapecie i wystawiłam ostrożnie jedną nogę. Ostrożnie natrafiłam noga za umocowaniu rynny, a następnie drugą. Objęłam ją mocno rękoma i zaczęłam powoli schodzić. Serce waliło mi jak oszalałe, a ręce się spociły przez co było mi jeszcze trudniej się utrzymać. Dotknęłam ziemi i odetchnęłam zamykając na chwilę oczy. Zeszłam z rynny i puściłam się biegiem nie zwracając uwagi na ogromny ból w udzie. Oglądnęłam się za siebie i zobaczyłam jego w oknie. Wyglądał na wściekłego. Uderzył pięścią w parapet i zniknął. Przyspieszyłam jeszcze bardziej.
  Zaczęło się ściemniać. Niebo przybierało purpurowej barwy, robiło się coraz zimniej, a słonce prawie zniknęło z horyzontu. Zimny wiatr uderzał w moje ciało. Dostałam gęsiej skórki. Ból w udzie stawał się coraz silniejszy. Wbiegłam do miasta i nie zatrzymując się biegłam dalej. Musiałam uciec jak najdalej. Natrafiłam na światła. Zatrzymałam się przeklinając pod nosem i czekałam rozglądając się gorączkowo na wszystkie strony. Wzięłam kilka głębokich wdechów i gdy światło zmieniło kolor z czerwonego na niebieskie wystrzeliłam jak z procy. Wyminęłam ludzi nie zważając na obelgi z ich strony i pognałam dalej. Płuca zaczynały mnie palić żywym ogniem jednak nie zatrzymywałam się i biegłam dalej. Wbiegłam na mniej zaludnioną część. Zatrzymałam się na chwile łapiąc łapczywie powietrze i rozglądając się. "W którą stronę, w którą stronę?" Zastanawiałam się nerwowo. Wybrałam lewo i zaczęłam biec. Usłyszałam gdzieś z oddali ryk silnika. Spanikowałam i przyspieszyłam. Czułam jak materiał dżinsów jak i bandaż zaczynają przesiąkać krwią. Ból rozniósł się po całej nodze. Ledwo biegłam jednak nie zatrzymywałam się. Wbiegłam w las. Spanikowałam i zatrzymałam się. Było już ciemno i prawie nic nie widziałam.
"Kurwa mać." przeklnęłam w myślach  Słyszałam że odgłos silnika coraz bardziej się zbliża. Zaczęłam ponownie biec. Paprocie biczowały mnie po nogach, gałęzie chłostały twarz. Co chwil się o coś potykałam i upadałam na mokrą i ściółkę. Za każdym razem się podnosiłam i biegłam dalej.Obejrzałam się. Przed oczami zamajaczyły mi światła samochodu.Przeklnęłam pod nosem i popędziłam w głąb lasu.
  Wszystko wydawało się identyczne. Nie wiedziałam w którą stronę biegnę. Wydawało mi się że zaraz ktoś wyskoczy na mnie zza drzewa. Wszystkie mroczne wizje pojawiały się w mojej głowie. Panika ogarnęła moje ciało. Oddech przyspieszył. Wbiegłam w jakieś zarośla. Kolce wbijały mi się w skórę kalecząc ją. Z niewielkich ran wypływała krew. Zaczęłam machać rękami chcąc się uwolnić z pułapki. Wydostałam się z niej z niewielkimi obrażeniami. Oglądnęłam się za siebie. Nie słyszałam już odgłosów silnika. Panowała przerażająca cisza, którą niekiedy przerywał huk sowy. Rozglądnęłam się. Wydawało mi się że jestem sama. Ostrożnie ruszyłam powoli przed siebie. Wyciągnęłam ręce do przodu, aby się z czymś nie zderzyć. Opuszkami palców dotknęłam szorstkiej kory drzewa i ominęłam je. Nagle usłyszałam trzask łamanej gałęzi. Zamarłam, a moje miejsce zaczęło walić niczym młotem.
-To tylko jakieś zwierze, to tylko jakieś zwierze, to tylko jakieś zwierze...- szeptałam gorączkowo. Zacisnęłam powieki powstrzymując łzy napływające do oczu. Stałam tak chwilę. Nic się nie stało... Może to była jakaś sarna.... Zrobiłam niepewny krok do przodu, a za nim następny. Weszłam na jakąś polanę. Rozglądnęłam się dookoła. Nagle oślepił mnie blask. Zakryłam oczy ręką i cofnęłam się. Poczułam że z czymś się zderzyłam. Drgnęłam. Czułam bijące ciepło od jego ciała. Gorący i nierówny oddech na szyi. Złapał mnie mocno za ramie wbijając w nie palce. Syknęłam z bólu.
-Ty dziwko.- warknął i pociągnął mnie za sobą. Przeszedł ze mną przez polanę. Okazało się że tym rażącym światłem były światła samochodu. Popchnął mnie w stronę auta. Zderzyłam się z maską. Była jeszcze ciepła od silnika. Pociągnął mnie za włosy do tyłu. Jęknęłam.- Myślisz że możesz przede mną uciec?- syknął. Odwrócił mnie gwałtownie w swoją stronę. Zderzyłam się z jego ciałem. Złapał mnie mocno za łokcie. Zaczęłam mu się wyrywać.- Nie wyrywaj się kurwa.- popchnął mnie na maskę. Moja głowa uderzyła w nią z impetem. Poczułam nieznośny ból. Jego dłoń znalazła się na moim postrzelonym udzie. Ścisnął je mocno. Z mojego gardła wyrwał się krzyk, który rozniósł się echem po całym lesie. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy.- Tutaj możesz sobie krzyczeć do woli.- warknął. Spojrzałam na niego.
-Jesteś...- zacięłam się zaciskając szczękę.
-No jaki?- warknął opierając dłonie na masce. Pochylił się i spojrzałam na niego odważnie.
-Jesteś jakimś kompletnym psycholem.- syknęłam jadowicie. Zmierzył mnie wściekłym wzrokiem. Jego pięść zderzyła się z maską obok mojej głowy. Zacisnęłam powieki. Po chwili usłyszałam jego śmiech. Otworzyłam oczy.
-Czy Ty na prawdę myślisz że mnie obchodzi jakie masz zdanie na mój temat?- chwycił mocno moją twarz w dłoń.- Mam to w dupie rozumiesz?- nie odpowiedziałam.- Rozumiesz kurwa?!- drgnęłam i kiwnęłam głową. Pociągnął mnie za ramie. Otworzył drzwi samochodu i wrzucił mnie na tylne siedzenie. Zajął szybko miejsce kierowcy i odpalił silnik po czym opuścił polanę.
  To koniec. Zabije mnie. Wyrzuci moje ciało gdzieś koło rzeki albo zakopie w lesie. Albo znowu będzie mnie traktował jak worek treningowy... Dlaczego ja?! Co ja ci Boże kurwa takiego zrobiłam?!
 " Moje życie stało się piekłem... A on?" Spojrzałam na niego. "A On jest najgorszą rzeczą jaka mi się w życiu przytrafiła..."

Od Autorki:
Jeest kolejny!
Krótki. No wiem, ale kurde  nie miałam weny... :( 
Mam nadzieję że podobają się wam moje "wypociny" ;))
Proszę was o szczere komentarze :) Chcę usłyszeć prawdę. Nawet tą najgorszą. Jeśli się wam to nie podoba to napiszcie. Uszanuję wasze zdanie :)
Jeśli chcecie być informowani na tt napiszcie w komentarzu.
Następny rozdział powinien się pojawić jutro lub pojutrze :)) A co do następnych to nie jestem pewna bo wyjeżdżam ;)
No to chyba wszystko. Mam nadzieję że się wam podoba i proszę o komentarze. A! I obiecuję z ręką na sercu że następny będzie długi! :))
Lots of love xx

wtorek, 13 sierpnia 2013

"I'm not afraid to die... Now... I really want it."

  Usłyszałam krzyki dochodzące z dołu. Powoli wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi. Przystawiłam ucho do drewna i nasłuchiwałam uważnie.
-Dawaj mi moją kasę!- usłyszałam donośny krzyk.
-Chcę ją zobaczyć!- "Josh?! Boże to jest jego głos!". Przełknęłam ślinę i nasłuchiwałam dalej.
-Najpierw kasa!
-Nie! Najpierw chcę zobaczyć Abby!
-Idź po nią.- po domu rozniósł się odgłos kroków. Odsunęłam się od drzwi cofając się na ścianę. Moje serce kołatało w piersi. Myślałam że zaraz z niej wyskoczy. Oddech przyspieszył, krew zaczęła szybciej krążyć. Drzwi się otworzyły i do środka wszedł wysoki mężczyzna z ciemniejszą karnacją i kruczoczarnymi włosami. Podszedł do mnie i chwycił moje ramie wbijając w nie swoje chude palce. Szarpnął mnie i wyprowadził na korytarz. Wyrywałam mu się chociaż wiedziałam że to nic nie da. Zeszliśmy na dół i weszliśmy do salonu. Josh stał przed kominkiem, a za nim dwa goryle. Facet rzucił mnie na podłogę, a ja upadłam na kolana.
-Abby...- usłyszałam głos Josha. Spojrzałam na niego oczami pełnymi łez.
-Jak mogłeś?! Jak?! Byłeś moim przyjacielem!- wydarłam się na niego.
-Przepraszam cię. Na prawdę tego nie chciałem. Przepraszam...
-Dosyć tej opery mydlanej. Kasa.- spojrzałam na faceta, który mnie przetrzymywał
-Dostaniesz ją.- wyciągnął zza spodni broń. Odbezpieczył ją i wycelował w moją głowę. Pisnęłam. Czułam jak moje ciało zaczyna się trząść. Nie mogłam nic powiedzieć, oczy piekły mnie od łez.
-Zostaw ją!- usłyszałam krzyk Josha. Chciał do niego podejść, ale dwóch te dwa goryle go złapały.
-Dawaj mi kasę albo przedziurawię jej tą główkę na wylot!- wrzasnął. Załkałam cicho zaciskając powieki.
-Dostaniesz tą kasę!- usłyszałam wystrzał i po chwili poczułam niesamowity ból w udzie, który stopniowo rozchodził się po całym moim ciele. Z mojego gardła wydobył się krzyk. Złapałam się za udo z którego obficie wypływała krew. Upadłam na zimne panele przytulając do nich policzek.
-Kurwa Abby!- usłyszałam krzyk Josh'a. Szumiało mi w uszach, oddech stawał się cięższy.- Ty skurwielu! Ty jebany skurwielu!
-Kasa. Albo przedziurawię jej drugie udo.
-Zostaw ją! To ja jestem ci coś winien nie Ona!
-Nie... Josh...- szepnęłam. Spojrzał na mnie oczami  czerwonymi od łez. Wyszeptał bezdźwięczne "przepraszam". Z moich oczu ponownie spłynęły łzy.
-Nie odstawiać mi tu jakiejś kurwa opery mydlanej! Chcę moja kasę!
-Dam ci ją jutro, ale wypuść ją.- usłyszałam jego głośny śmiech przez co zaczęło mi piszczeć w uszach. Ścisnęłam mocniej udo.
-Masz czas do jutra, ale ona tu zostaje. Jeśli nie przyniesiesz kasy. To spotkasz swoją przyjaciółeczkę... na cmentarzu.- uśmiechnął się obrzydliwie. W tej chwili było mi wszystko obojętne. Mogłam umrzeć. Chciałam umrzeć... Pragnęłam śmierci...- Zabierz ją stąd bo mi całą podłogę zakrwawi. Powiedz później Alex żeby do niej przyszła.- dryblas, który mnie tu przyniósł podniósł mnie z ziemi.
-Josh...- jęknęłam. Wszedł ze mną po schodach. Wszedł do pokoju i rzucił mnie na łóżko. Odwrócił się jednak zatrzymał się na chwilę. Odwrócił się i spojrzał na mnie. Wydawało mi się że chciało coś powiedzieć, ale zrezygnował i wyszedł zamykając drzwi na klucz.
  Leżałam patrząc się w sufit oddychając ciężko. Czułam jak materiał dresów przylepia mi się do skóry od krwi. Biała pościel stawała się coraz bardziej czerwona,  a ja coraz bardziej miałam dość życia. Coraz bardziej pragnęłam śmierci.
  Miałam już dość traktowania mnie jak jakiegoś śmiecia, który jest komuś potrzebny jedynie do jakiś pojebanych porachunków. Jestem człowiekiem, a nie jakimś przedmiotem!
  Moje powieki zaczęły ważyć tonę. Za wszelką cenę nie chciałam zasnąć. Nie chciałam... Ale to było silniejsze ode mnie...

  -Czy Ty kurwa nie rozumiesz że nie wystarczy jej tylko opatrzyć rany?! Trzeba ją zawieść do szpitala. Straciła zbyt dużo krwi!- usłyszałam kobiecy głos. Był zdenerwowany i stanowczy.
-Nie będę jej kurwa wozić po szpitalach! Co niby powiem lekarzom?!
-Wymyślę coś, ale teraz biorę Jake' a i jadę z nią do szpitala.- poczułam jak ktoś mnie podnosi. Moje ciało bezwładnie zwisało w jego rękach. Uniosłam delikatnie powieki. Zdążyłam zobaczyć jedynie rozmazane  kontury różnych przedmiotów. Czułam w powietrzu nieprzyjemny zapach krwi. Poruszyłam delikatnie nogą. Zaschnięty materiał oderwał się od skóry wywołując nieprzyjemne uczucie. Kołysałam się w rytm jego kroków. Po chwili jednak moje powieki opadły i nastąpiła ciemność...

  Pikanie. Cholerne pikanie. Zdawało mi się że zaraz rozsadzi moją głowę. Otworzyłam powoli oczy. Biel. Wszędzie sterylna czystość i biel, która raziła moje oczy.  Zasłoniłam ręką oczy jednak poczułam lekki opór. Spojrzałam na moją prawą rękę. Kroplówka. Rozejrzałam się. Byłam w szpitalu. A to nieznośne pikanie to moje serce. Nagle do sali ktoś wszedł. Drgnęłam. Jednak odetchnęłam gdy zauważyłam że to pielęgniarka.
-O już się panienka obudziła.- uśmiechnęła się ciepło- Następnym razem powinna panienka bardziej uważać podczas biegania.
-Biegania?- spytałam ochrypłym głosem. Odchrząknęłam.
-No tak. Przywiózł tutaj panienkę kolega razem z koleżanką. Wyjaśnili że panienka biegała i o coś potknęła i upadła na wystający skądś drut. Trzeba dbać o zdrowie, ale trzeba też dbać o bezpieczeństwo.- uśmiechnęła się do mnie i obeszła łóżko. Założyła rękawiczki i zaczęła mi zmieniać venflon.
  Wpatrywałam się w białą ścianę przed sobą. Pewnie czekają na korytarzu. Nie uwolnię się od nich. Nagle moje życie stało się jedną wielką porażką... Zdradził mnie mój najlepszy przyjaciel, inni się nawet mną nie interesują... Rodzice... Nawet nie wiedzą co się ze mną dzieje...
-No to gotowe. Zawołam doktora żeby panienkę zbadał.- posprzątała i uśmiechnęła się ostatni raz. Zatrzymała się jeszcze w progu.- Chce panienka żeby wpuścić tutaj panienki gości?
-A kto to?
-Kolega, który tu panią przywiózł razem z koleżanką.- drgnęłam i zamknęłam oczy.
-Nie. Chcę na razie odpocząć.- szepnęłam.
-Oczywiście.- wyszła zamykając za sobą drzwi i zostawiając mnie samą razem ze swoimi myślami. Chciałam się poprawić jednak kiedy się poruszyłam poczułam przeszywający ból w udzie.Nagle drzwi ponownie się otworzyły i do środka wszedł lekarz. Zbadał mnie i zadał oczywiste pytania. Pokręcił się jeszcze chwilę przy urządzeniach i wyszedł. Drzwi już się miały zamknąć jednak ktoś je przytrzymał. Zamarłam. Wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi przystawiając je krzesłem. Aparatura zaczęła odrobinę głośniej pikać. Po chwili dwie pay brązowych tęczówek wpatrywały się we mnie. Podchodził do mnie powoli z łobuzerskim uśmiechem na ustach.
  Pomocy...

Od autorki:
Przepraszam skarby że tak długo nie pisałam, ale miałam mało czasu ostatnio ;))
Mam nadzieję że podoba wam się rozdział.
Ci, którzy czytali poprzedni na pewno zauważą że diametralnie  się od niego różni.
Proszę o szczere komentarze <33
Jeśłi chcecie być informowani na tt napiszcie w komentarzu :))
Z góry przepraszam za wszystkie pomyłki i za to że rozdział takie krótki. Obiecuję  że następny będzie dłuższy <33
Lots of love xx
 

niedziela, 4 sierpnia 2013

Koolejna informaacja :D

  Jak widzicie usunęłam drugi rozdział bo stwierdziłam że był... zbyt beznadziejny.
  Szczerze przyznam że mił być on kompletnie inny. Miałam go napisanego wcześniej, ale napisałam go inaczej. Sama nie wiem dlaczego.
  Teraz go nie dodam gdyż jestem nad morzem i niedługo wyjeżdżam, więc chciałabym jeszcze skorzystać z wyjazdu :))
  Pozdrawiam znad morza i mam nadzieję że miło spędzacie wakacje :))
Lots of love xx


środa, 31 lipca 2013

Informacjaa! :))

  Rozdział miał być już wczoraj, jednak go przeczytałam i stwierdziłam że jest beznadziejny, więc zaczynam pisać nowy.
  Chciałabym także podziękować za miłe komentarze i prośby informowania na tt :))
   To ja się już biorę za pisanie.
Lots of love xx


niedziela, 28 lipca 2013

"you feel it.? yes it fear."

  Otworzyłam powoli oczy. Zamrugałam kilka razy przez rozmazany obraz. Ruszyłam rękoma jednak poczułam wrzynające się sznury w moje dłonie. Szarpnęłam nimi mocniej jednak one ani drgnęły. Do ust miałam przyklejoną taśmę. Rozejrzałam się dookoła.
  Byłam w piwnicy. W powietrzu unosił się zapach stęchlizny, słyszałam kapanie wody. Ściany były wilgotne i zimne. Przypomniałam sobie co się zdarzyło. Wracałam do domu i ktoś mnie napadł. Tak. To na pewno On mnie tutaj przywiózł.
  Poczułam jak moje ciało zaczyna drżeć. Owładną mną strach. Oddech przyspieszył, krew zaczęła szybciej krążyć. Rozglądałam się spanikowana. Szukałam jakiegoś ratunku. Jakiegokolwiek, jednak nic nie znalazłam. Było tutaj pusto. Były jeszcze jedynie schody prowadzące na górę.
  Usłyszałam skrzypnięcie i do ciemnego pomieszczenia wpadł snop światła. Po chwili znowu panowała ciemność, a drzwi zamknęły się z hukiem. Drgnęłam i zaczęłam się wiercić mimo iż wiedziałam że to nic nie da. Z każdym krokiem kolejny schodek skrzypiał. Cisza. Kolejno stawiane kroki na mokrej powierzchni, która zgrzytała. Podszedł do mnie i kucnął przede mną. Mój oddech przyspieszył jeszcze bardziej. Moja klatka unosiła się w szaleńczym tempie. Czułam gorące powietrze wydostające się z jego us, słyszałam głęboki oddech, czułam ostry jednak przyjemny zapach męskich perfum. Dotknął delikatnie mojego policzka. Szybko odsunęłam się unikając jego dotyku.
-Spokojnie. Jeśli będziesz się grzecznie zachowywać, pozwolę ci dłużej żyć.- szepnął mi do ucha. Przestałam oddychać. On chce mnie zabić.?! Błagam.! Za co.?! Co ja takiego zrobiłam.?! Pewnie go nawet nie znam.!
  Poczułam jak po moich policzkach spływają łzy. Szlochałam histerycznie w taśmę zaklejoną na moich ustach. Nadal przy mnie kucał. Nie ruszył się nawet o milimetr.
-Shhh... Nie płacz bo to mnie wkurwia.- warknął groźnie. Chciałam przestać żeby nie pakować się w jeszcze gorsze kłopoty, ale po prostu nie mogłam. Cholernie się bałam.- Chyba ci kurwa powiedziałem że masz się zamknąć.?!- wykrzyczał mi prosto w twarz. Zacisnęłam powieki i odsunęłam się.Odkleił mi jednym szarpnięciem taśmę. Cholernie bolało jednak zacisnęłam usta i pozwoliłam kolejnym łzom spływać po moich policzkach. Chwycił mocno moją twarz w swoją dużą dłoń i zmusił mnie by na niego spojrzeć. Brązowe tęczówki wpatrywały się we mnie wściekle, zaciśnięta szczęka uwydatniała jego męskie rysy, a włosy postawione na żel ku górze dodawały mu męskości. Na jego twarzy widniał zarost. Był pociągający i jednocześnie był potworem.
-Masz się zamknąć albo będzie z tobą źle. Spróbujesz chociaż krzyknąć, a przysięgam że wpakuje ci kulkę prosto między oczy.- syknął jadowicie. Wpatrywałam się w niego przerażonym wzrokiem nic nie mówiąc.- Zrozumiałaś.?!- drgnęłam i kiwnęłam twierdząco głową. Jego głos był zimny i stanowczy. Puścił moją twarz i podniósł się.- Na razie tu sobie posiedzisz.- warknął i odszedł zostawiając mnie samą.
-Czekaj.!- krzyk wydostał się z mojego gardła. Jego kroki ucichły. Przełknęłam ślinę.- D-Dlaczego mnie więzisz.? Co ja ci takiego zrobiłam.? Błagam wypuść mnie.- głos mi się załamał, a łzy ponownie zaczęły spływać po policzkach. Usłyszałam jego głośne westchnięcie i kolejne kroki. Wszedł po schodach i zamknął za sobą drzwi z trzaskiem.
  Zostałam ponownie sama. Oparłam głowę o zimny i chłodny beton. Pociągnęłam nosem i ponownie zaczęłam płakać. Poczułam wibracje. Nie zabrał mi telefonu.! Gdyby mogła uwolnić ręce mogłabym zadzwonić do Emmy, Josha do kogokolwiek.! Opanowałam łzy i próbowałam uwolnić ręce. Jęknęłam przeciągle. Za mocno to zawiązał. Tylko poobcierałam sobie skórę. Muszę się stąd wydostać.  Poczułam jak coś mocno ukłuło mnie w rękę. Syknęłam i delikatnie przejechałam po tym miejscu. Coś ostrego. Tak.! Zniżyłam ręce i zaczęłam pocierać sznur o to miejsce. Powoli brakło mi sił. Przestałam na chwilę, by moje ręce trochę odpoczęły i wróciłam do poprzedniej czynności. Sznur pękł.! Tak.! Rozmasowałam dłonie i szybko sięgnęłam do kieszeni kurtki. Drżącymi rękoma chwyciłam telefon i starałam się napisać odpowiedni numer jednak palce mi się trzęsły, a obraz był rozmyty przez łzy.
  Kiedy w końcu napisałam numer do Emmy nacisnęłam zieloną słuchawkę i modliłam się, aby ten chłopak znowu tu nie wrócił. Jeden sygnał... Drugi... Trzeci...
-Odbierz Emma, błagam odbierz... No już odbierz...Emma błagam...- wpatrywałam się w drzwi i czekałam aż Emma odbierze
-Halo.?- usłyszałam jej głos po drugiej stronie. Ze szczęścia ponownie zaczęłam płakać.
-Emm.? Posłuchaj mnie...
-Abby gdzie Ty zniknęłaś.?! Wszyscy się o ciebie martwimy.!- przerwała mi
-Emma posłuchaj mnie uważnie, gdy wczoraj wracałam do domu ktoś na mnie napadł. Nie mam pojęcia gdzie jestem. On chce mnie zab...- przerwałam gdy usłyszałam jak drzwi otwierają się gwałtownie i zderzają ze ścianą. Telefon wypadł mi  z ręki i zderzył się z podłogą.
-Abby.? Abby.! Abby odez...- głos Emmy ucichł gdy podeszwa jego buta spotkała się z ekranem mojego telefonu. Ścisnął moje ramie wbijające mi w nie palce. Uniósł mnie i przygwoździł do ściany napierając swoim ciałem na moje.
-Zabije cię suko rozumiesz.?! Zabije.!- wykrzyczał mi to prosto w twarz i po chwili jego pięść spotkała się z moim policzkiem. Upadłam na beton i chwyciłam się za bolące miejsce. Poczułam kopnięcie w brzuch i zgięłam się w pół. Chwycił mnie za kurtkę i ponownie uniósł tylko po to by zadać mi kolejny cios. Poczułam w ustach metaliczny smak krwi. Wyplułam ją jednak ona cały czas napływała mi do ust. Kolejne kopnięcie tym razem w żebra. Krzyk bólu wyrwał się z mojego gardła. Ból rozprzestrzenił się po całym moim ciele nie omijając ani jednej komórki.
-Sama skazałaś się na śmierć.- warknął podnosząc mnie i okładając pięściami moją twarz. Ból stawał się coraz silniejszy. Ust spływała mi krew, której ciągle przybywało. Sama nie zauważyłam kiedy straciłam przytomność.
 
  Obudziłam się na miękkim łóżku. Nie miała na sobie sukienki, tylko męskie dresy i za duża na mnie białą koszulkę. Chciałam się ruszyć jednak z moich ust wydobył się tylko żałosny jęk bólu. Wzięłam ostrożnie głęboki wdech. Płuca mnie piekły, żebra okropnie bolały.
-Nareszcie się obudziłaś.- usłyszałam ten sam głos i zamarłam. Nie chciałam oddychać, nie chciałam słyszeć jego głosu. Chciałam być już martwa. Spojrzałam na niego. Siedział pochylony do przodu na skórzanym fotelu i wpatrywał się we mnie. Wstał i podszedł do mnie powoli. Usiadł na mnie i pochylił się nade mną.
-To że jeszcze żyjesz nie znaczy że teraz będzie lepiej.- chwycił moją twarz mocno w swoją dłoń, a drugą oparł o zagłowię łóżka. Schylił się do mojego ucha.- Dopilnuję żebyś tutaj zdechła.- szepnął. Przełknęłam ślinę. Spojrzał na mnie. Przejechał wzrokiem po mojej twarzy, piersiach, brzuchu i zatrzymał się na materiale dresów. Wzdrygnęłam się. Ponownie na mnie spojrzał z łobuzerskim uśmiechem. Poczułam jak moje ciało ponownie opanowuje strach. Patrzyłam się na niego, nic nie mówiąc i oddychając niemiarowo.
-Czujesz to.?- spytał mrużąc oczy- Tak, to strach.- szepnął tajemniczo. Moje źrenice rozszerzyły się. Ponownie zbliżył się do mojego ucha.- Następnym razem, przysięgam że wpakuję ci kulkę w łeb. Chociaż twój telefon nie nadaje się już do niczego.- warknął i zszedł ze mnie. Wyszedł z pokoju zostawiając mnie samą. Usłyszałam szczęk kluczy. Zamknął mnie. Skuliłam się i odwróciłam plecami do drzwi. Objęłam ramiona rękoma i pozwoliłam wsiąkać łzom w poduszkę.

Od Autorki:
Mam nadzieję że rozdział się wam podoba :)
Będę starał się je dodawać regularnie, a zwłaszcza przed moim wyjazdem nad morze :)
Proszę o komentarze i przepraszam jeśli występują jakiekolwiek błędy.
Jeśli chcecie być informowani na tt napiszcie w komentarzu.
I z góry przepraszam że rozdział taki krótki :>
Lots of love xx
 

sobota, 27 lipca 2013

Prolog

  Wyszłam z klubu chwiejnym krokiem, a za mną reszta całej paczki. Od alkoholu szumiało mi w głowie, a świat wirował od innych używek.
-Abygail my już mamy taksówkę.- usłyszałam głos Emmy. Spojrzałam na nią. Właściwie to nie byłam pewna, która to która bo widziałam poczwórnie.
-Jasne. Pa.- uścisnęłam ją i pożegnałam się z resztą. Obciągnęłam w dół swoją sukienkę i poszłam przed siebie. Poprawiłam swoją czarną ramoneskę i stanęłam przed pasami. Czekałam aż światło zmieni się na zielone. Chciałam już być w swoim mieszkaniu zdjąć te cholerne szpili i rzucić się do łóżka.
  Światło w końcu zmieniło kolor i ruszyłam przed siebie. Nie jeździły już prawie żadne samochody. Jedynie co chwila mijały mnie autobusy. Nie dziwię się jest już trzecia nad ranem. Weszłam w jakiś ciemny zaułek. Owinęłam się kurtką i przyspieszyłam kroku.
  Nagle poczułam duże dłonie obejmujące moje biodra. Chciałam krzyknąć, ale zakrył mi usta dłonią.
-Zamknij się albo rozwalę ci tą śliczną główkę.- syknął ochrypłym głosem, który przyprawił mnie o dreszcze. Kiwnęłam głową. Moje ciało owładną strach. Nie mogłam się ruszyć ani wydusić z siebie słowa. Po co ja tędy szłam.?! Szybko zabrał dłoń z moich ust i po chwili przycisnął mi do nos jakąś cuchnącą gazę. Zaczęłam się wyrywać jednak z każdą chwilą słabłam. Powieki z każdą chwilą stawały się o tonę cięższe, a ja powoli osuwałam się wzdłuż jego ciała dopóki nie leżałam na zimnym i mokrym chodniku u jego stóp. Usłyszałam jego głośne westchnięcie i potem była już kompletna ciemność.