piątek, 16 sierpnia 2013

"You' re the worst thing in my life!"

  Zbliżył się do łóżka i przejechał palcami po białej pościeli. Wpatrywałam się w niego oddychając niemiarowo. Aparatura coraz głośniej pikała. Spojrzał w jej stronę i uśmiechnął się ponownie. Podszedł do niej i wyłączył ją. Nagle panowała grobowa cisza, którą przerwał odgłos jego podeszw szurających po linoleum. Przełknęłam ślinę. Podszedł do mnie i pochylił się nade mną opierając dłonie po obu stronach mojej głowy. Moją twarz owiał jego gorący oddech pachnący papierosami.
-Popsułaś mi całe plany skarbie.- warknął.- Jakbyś kurwa po prostu nie mogła zostać w domu.
-To Ty mnie postrzeliłeś.- to zdanie wyrwało się z mojego gardła zanim zdążyłam się ugryźć w język. Schylił się jeszcze bardziej. Wcisnęłam głowę w poduszkę odsuwając się chociaż te dwa centymetry od jego twarzy. Chwycił moją twarz w dłoń.
-Nie pozwalaj sobie.- wyrwałam się z jego uścisku
-Mówię ci prawdę.- warknęłam czują przypływ pewności siebie.
 Zmrużył oczy i złapał mnie za postrzelone udo ściskając je. Chciałam krzyknąć z bólu jednak zakrył mi usta dłonią, która stłumiła mój krzyk. Zacisnęłam powieki, a z moich policzków spłynęły łzy.
-Twój przyjaciel jeszcze nie oddał mi kasy, ale narazie cię nie zabiję.- otworzyłam oczy, a on się schylił do mojego ucha.- Możesz mi się jeszcze przydać.- szepnął przygryzając jego płatek i całując mnie w szyję. Przeszedł mnie dreszcz obrzydzenia. Przełknęłam ślinę i jęknęłam w jego dłoń. Zabrał ją z moich ust i wyprostował się.- Nie przywiązuj się do tego łóżka. Zaraz cię wypisuję i zabieram stąd.- warknął i podszedł do drzwi. Odstawił krzesło i wyszedł zamykając drzwi.
  "Zabieram stąd. Zabieram stąd. Zabieram stąd." Jego słowa odbijały się echem w mojej głowie. Nie mogę wrócić do tego piekła. Zaczęłam się gorączkowo rozglądać po pokoju szukając jakiegoś ratunku.Okno! Odkryłam się i chciałam wstać. Ostrożnie podniosłam się z łóżka i zaczęłam kuśtykać w jego stronę. Otworzyłam je i spojrzałam w dół. Pierwsze piętro. Rozejrzałam się na boki. Mogłabym zejść po rynnie... Ale moje ubrania. Nagle usłyszałam jak drzwi się otwierają. Odwróciłam się gwałtownie.
-Nie powinna panienka wstawać.- skarciła mnie pielęgniarka.- Tu są panienki ubrania.- położyła je na łóżku. Podeszła do niego i wzięłam do ręki czarną bluzkę.
-Ale... Ale to nie są moje ubrania.- odezwałam się
-Koleżanka panienki je przywiozła, bo panienki były całe brudne.Niech się panienka spokojnie przebierze.- uśmiechnęła się i wyszła zamykając za sobą drzwi. Zdjęłam z siebie szybko szpitalną koszulkę i założyłam czarną bluzkę bez rękawków, ciemne lekko obcisłe dżinsy i białe trampki. Podeszłam ponownie i wzięłam wzięłam głęboki. Usiadłam na parapecie i wystawiłam ostrożnie jedną nogę. Ostrożnie natrafiłam noga za umocowaniu rynny, a następnie drugą. Objęłam ją mocno rękoma i zaczęłam powoli schodzić. Serce waliło mi jak oszalałe, a ręce się spociły przez co było mi jeszcze trudniej się utrzymać. Dotknęłam ziemi i odetchnęłam zamykając na chwilę oczy. Zeszłam z rynny i puściłam się biegiem nie zwracając uwagi na ogromny ból w udzie. Oglądnęłam się za siebie i zobaczyłam jego w oknie. Wyglądał na wściekłego. Uderzył pięścią w parapet i zniknął. Przyspieszyłam jeszcze bardziej.
  Zaczęło się ściemniać. Niebo przybierało purpurowej barwy, robiło się coraz zimniej, a słonce prawie zniknęło z horyzontu. Zimny wiatr uderzał w moje ciało. Dostałam gęsiej skórki. Ból w udzie stawał się coraz silniejszy. Wbiegłam do miasta i nie zatrzymując się biegłam dalej. Musiałam uciec jak najdalej. Natrafiłam na światła. Zatrzymałam się przeklinając pod nosem i czekałam rozglądając się gorączkowo na wszystkie strony. Wzięłam kilka głębokich wdechów i gdy światło zmieniło kolor z czerwonego na niebieskie wystrzeliłam jak z procy. Wyminęłam ludzi nie zważając na obelgi z ich strony i pognałam dalej. Płuca zaczynały mnie palić żywym ogniem jednak nie zatrzymywałam się i biegłam dalej. Wbiegłam na mniej zaludnioną część. Zatrzymałam się na chwile łapiąc łapczywie powietrze i rozglądając się. "W którą stronę, w którą stronę?" Zastanawiałam się nerwowo. Wybrałam lewo i zaczęłam biec. Usłyszałam gdzieś z oddali ryk silnika. Spanikowałam i przyspieszyłam. Czułam jak materiał dżinsów jak i bandaż zaczynają przesiąkać krwią. Ból rozniósł się po całej nodze. Ledwo biegłam jednak nie zatrzymywałam się. Wbiegłam w las. Spanikowałam i zatrzymałam się. Było już ciemno i prawie nic nie widziałam.
"Kurwa mać." przeklnęłam w myślach  Słyszałam że odgłos silnika coraz bardziej się zbliża. Zaczęłam ponownie biec. Paprocie biczowały mnie po nogach, gałęzie chłostały twarz. Co chwil się o coś potykałam i upadałam na mokrą i ściółkę. Za każdym razem się podnosiłam i biegłam dalej.Obejrzałam się. Przed oczami zamajaczyły mi światła samochodu.Przeklnęłam pod nosem i popędziłam w głąb lasu.
  Wszystko wydawało się identyczne. Nie wiedziałam w którą stronę biegnę. Wydawało mi się że zaraz ktoś wyskoczy na mnie zza drzewa. Wszystkie mroczne wizje pojawiały się w mojej głowie. Panika ogarnęła moje ciało. Oddech przyspieszył. Wbiegłam w jakieś zarośla. Kolce wbijały mi się w skórę kalecząc ją. Z niewielkich ran wypływała krew. Zaczęłam machać rękami chcąc się uwolnić z pułapki. Wydostałam się z niej z niewielkimi obrażeniami. Oglądnęłam się za siebie. Nie słyszałam już odgłosów silnika. Panowała przerażająca cisza, którą niekiedy przerywał huk sowy. Rozglądnęłam się. Wydawało mi się że jestem sama. Ostrożnie ruszyłam powoli przed siebie. Wyciągnęłam ręce do przodu, aby się z czymś nie zderzyć. Opuszkami palców dotknęłam szorstkiej kory drzewa i ominęłam je. Nagle usłyszałam trzask łamanej gałęzi. Zamarłam, a moje miejsce zaczęło walić niczym młotem.
-To tylko jakieś zwierze, to tylko jakieś zwierze, to tylko jakieś zwierze...- szeptałam gorączkowo. Zacisnęłam powieki powstrzymując łzy napływające do oczu. Stałam tak chwilę. Nic się nie stało... Może to była jakaś sarna.... Zrobiłam niepewny krok do przodu, a za nim następny. Weszłam na jakąś polanę. Rozglądnęłam się dookoła. Nagle oślepił mnie blask. Zakryłam oczy ręką i cofnęłam się. Poczułam że z czymś się zderzyłam. Drgnęłam. Czułam bijące ciepło od jego ciała. Gorący i nierówny oddech na szyi. Złapał mnie mocno za ramie wbijając w nie palce. Syknęłam z bólu.
-Ty dziwko.- warknął i pociągnął mnie za sobą. Przeszedł ze mną przez polanę. Okazało się że tym rażącym światłem były światła samochodu. Popchnął mnie w stronę auta. Zderzyłam się z maską. Była jeszcze ciepła od silnika. Pociągnął mnie za włosy do tyłu. Jęknęłam.- Myślisz że możesz przede mną uciec?- syknął. Odwrócił mnie gwałtownie w swoją stronę. Zderzyłam się z jego ciałem. Złapał mnie mocno za łokcie. Zaczęłam mu się wyrywać.- Nie wyrywaj się kurwa.- popchnął mnie na maskę. Moja głowa uderzyła w nią z impetem. Poczułam nieznośny ból. Jego dłoń znalazła się na moim postrzelonym udzie. Ścisnął je mocno. Z mojego gardła wyrwał się krzyk, który rozniósł się echem po całym lesie. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy.- Tutaj możesz sobie krzyczeć do woli.- warknął. Spojrzałam na niego.
-Jesteś...- zacięłam się zaciskając szczękę.
-No jaki?- warknął opierając dłonie na masce. Pochylił się i spojrzałam na niego odważnie.
-Jesteś jakimś kompletnym psycholem.- syknęłam jadowicie. Zmierzył mnie wściekłym wzrokiem. Jego pięść zderzyła się z maską obok mojej głowy. Zacisnęłam powieki. Po chwili usłyszałam jego śmiech. Otworzyłam oczy.
-Czy Ty na prawdę myślisz że mnie obchodzi jakie masz zdanie na mój temat?- chwycił mocno moją twarz w dłoń.- Mam to w dupie rozumiesz?- nie odpowiedziałam.- Rozumiesz kurwa?!- drgnęłam i kiwnęłam głową. Pociągnął mnie za ramie. Otworzył drzwi samochodu i wrzucił mnie na tylne siedzenie. Zajął szybko miejsce kierowcy i odpalił silnik po czym opuścił polanę.
  To koniec. Zabije mnie. Wyrzuci moje ciało gdzieś koło rzeki albo zakopie w lesie. Albo znowu będzie mnie traktował jak worek treningowy... Dlaczego ja?! Co ja ci Boże kurwa takiego zrobiłam?!
 " Moje życie stało się piekłem... A on?" Spojrzałam na niego. "A On jest najgorszą rzeczą jaka mi się w życiu przytrafiła..."

Od Autorki:
Jeest kolejny!
Krótki. No wiem, ale kurde  nie miałam weny... :( 
Mam nadzieję że podobają się wam moje "wypociny" ;))
Proszę was o szczere komentarze :) Chcę usłyszeć prawdę. Nawet tą najgorszą. Jeśli się wam to nie podoba to napiszcie. Uszanuję wasze zdanie :)
Jeśli chcecie być informowani na tt napiszcie w komentarzu.
Następny rozdział powinien się pojawić jutro lub pojutrze :)) A co do następnych to nie jestem pewna bo wyjeżdżam ;)
No to chyba wszystko. Mam nadzieję że się wam podoba i proszę o komentarze. A! I obiecuję z ręką na sercu że następny będzie długi! :))
Lots of love xx

6 komentarzy:

  1. jejku na prawdę wciągające opowiadanie *.*
    nie mogę się doczekać ciągu dalszego, ale mam kilka drobnych uwag ;>
    1. niekiedy wyrazy się dość często powtarzają.
    2. uważaj na treść bo kilka razy się pomyliłaś.
    3. interpunkcja.
    :))) to tylko tyle. nie chcę się czepiać od razu mówię.
    mogłabyś mnie informować na tt? @luvmymaalik <3
    I DODAWAJ SZYBKO NASTĘPNY I OBY BYŁ DŁUŻSZY! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny <3 a następny poproszę dłuższy :*
    @me_ayumu

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej dodawaj szybko nie mogę się doczekać :D Tylko zastanawia mnie to czemu z mojego kochanego, dobrego i wspaniałego Liama zrobiłaś takiego potwora i sadystę? :D Ale to tak super i nie bierz tego za uwagę czy coś :D

    OdpowiedzUsuń
  4. a i jak byś mogła pisać mi na tt o nowym rozdziale @faith_in_dream

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze każdy myśli że to Liaś :D
      Miało to być w dalszych rozdziałach, ale dobra zdradzę teraz.
      Ten psychol, sadysta i potwór TO NIE JEST LIAŚ :DD
      Liam pojawi się w dalszych rozdziałach ;)
      Cieszę się że się podoba <3

      Usuń
  5. Ciekawie. Czekam na następnym:)

    Zapraszam do siebie: two-boys-from-1d-and-one-girl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń