Zamknęłam za sobą drzwi i otarłam łzy z twarzy. Wróciłam do kuchni i
wspięłam się na stołek. Liam wyciągał talerze i nakładał na nie
jajecznicę.-Przepraszam.- szepnęłam tak cicho, że miałam wrażenie, że tylko ja to usłyszałam.
-Nie musisz, rozumiem.
-A...-
przerwałam i zacisnęłam usta w wąską linię. Może jednak nie powinnam
zadawać tego pytania? Spojrzał na mnie chłodnym wzrokiem.
-Co?- warknął
-Kim
jesteś? W sensie... Czy Ty też jesteś...- przełknęłam ślinę-
d-dilerem?- spojrzał na mnie mrużąc oczy. Zaschło mi w ustach. Zwilżyłam
wargi językiem. Zamrugał kilka razy i potrząsnął głową jakby wyrwał się
z zamyślenia.
-Nie, nie zajmuje się dilerką.- mruknął stawiają przede mną talerz z M poshdjsbiłkiem, a sam usiadł naprzeciw mnie.
-A czym się zajmujesz
-Lepiej żebyś o tym nie wiedziała.- warknął ostrzegawczo.
-Dlaczego?- bąknęłam chwytając widelec i dłubiąc nim w jajecznicy.
-Bo
nie i koniec!- wrzasnął wyprostowując się. Zeskoczyłam ze stołka i
odsunęłam się od niego z szeroko otwartymi oczami. W każdej chwili byłam
gotowa do ucieczki. Zamknął oczy i oddychał głęboko starając się
uspokoić. Spojrzał na mnie. Jego oczy były czarne. Cofnęłam się jeszcze
kilka kroków, aby być od niego w bezpiecznej odległości. Obszedł wyspę i
zaczął się zbliżać w moją stronę. Świadomie ponownie zaczęłam się
cofać. Zatrzymał się krzywiąc lekko.
-Boisz się mnie?- spytał
ochrypłym głosem przechylając lekko głowę. Wykonałam kilka głęboki
wdechów i kiwnęłam twierdząco głową przełykając ślinę.
-Dlaczego?- szepnął zbliżając się odrobinę. Nie pojmowałam jego zmian nastroju.
-Boję
się teraz wszystkiego.- załkałam i czułam jak po moich policzkach
zaczynają ponownie tego ranka spływać łzy.- Boję się ciemności, boję się
każdego nieznanego dźwięku, boję się każdego człowieka, boje się jutra,
boję się zostać sama, boję się wszystkiego.- wyrzuciłam to z siebie na
jednym tchu i osunęłam się wzdłuż ściany chowając twarz w dłoniach i
podciągając kolana pod brodę.Kucnął przede mną i przyjrzał mi się
uważnie. Podniosłam na niego zapłakane oczy. Ponownie się skrzywił.
-Nie
płacz. Nie lubię jak dziewczyny płaczą.- mruknął. Nie było w nim cienia
współczucia. Nadal był chłodny i obojętny. Westchnął i usiadł obok mnie
opierając się plecami o ścianę.
-Słuchaj... Nie umiem pocieszać.
Jestem w tym do kitu. Nie mam pojęcia co ci powiedzieć, żebyś poczuła
się lepiej. Nie mam pojęcia, ale nie wolno się poddawać. Musisz żyć
dalej. Zapomnieć i dać sobie spokój. Musisz zapomnieć o bólu... O
poczuciu bezradności... O poczuciu samotności... Zapomnij. Życie toczy
się dalej. Czas nie stanie w miejscu bo tego chcesz. Niestety...- mówiąc
to cały czas wpatrywał się w jedne punkt przed sobą. Jakby on
doświadczył tego uczucia. W jego głosie dało się wyczuć ból i
tęsknotę... Spojrzałam na niego. Zacisnął usta w wąską linię i zacisnął
powieki potrząsając głową jakby chciał z niej coś wyrzucić.- Weź się w
garść. Życie jeszcze nie raz skopie ci dupe...- mruknął wstając i
podając mi rękę. Otarłam szybko łzy i chwyciłam ją, a on pomógł mi
wstać. Zadarłam lekko głowę i spojrzałam na niego.
-Masz rację...- szepnęłam- W pocieszaniu jesteś na prawdę do kitu.- przez jego twarz przebiegł cień uśmiechu.
-Tak,
wiem o tym. Dokończymy śniadanie?- kiwnęłam głową i usiedliśmy przy
wyspie. Zjedliśmy w ciszy. Każde z nas było pogrążone w swoich myślach i
nie chciało przerywać tej niekrępującej ciszy, która panowała między
nami.
Po skończonym posiłku zmyliśmy talerze i każde z nas
poszło robić co innego. Ja poszłam na górę do pokoju w którym się rano
obudziłam. Otworzyłam drzwi balkonowe i weszłam na balkon. Był niewielki
i znajdowały się na nim dwa krzesła, a pomiędzy nimi szklany okrągły
stoliczek. Usiadłam na jednym krześle podciągając nogi pod brodę i
obejmując je rękoma. Oparłam brodę o kolana i wpatrywałam się w ścianę
lasu. Korony drzew tańczyły chaotycznie pod wpływem lekkiego wiatru, a
niebo pokryła szara warstwa chmur. Słońce próbowało się przez nie
nieśmiało przedrzeć, ale przegrywało tą walkę i powoli się poddawało.
Zamknęłam oczy pogrążając się we własnych myślach.
"Weź się w garść." powtarzałam sobie w myślach chcąc się choć trochę zmotywować. "Trzeba iść do przodu. Czas nie stanie w miejscu.". Muszę zapomnieć i żyć dalej. Dam sobie radę. Będę silna. Zapomnę. Zacznę od nowa.Muszę. Poradzę sobie... Wyjadę na jakiś czas do rodziców do Bostonu, odpocznę... Zerwę kontakty z moim dotychczasowymi przyjaciółmi. Dam sobie radę! Jestem w końcu kurwa dorosła! Mam dwadzieścia lat. Chociaż w środku czuję się jak mała bezbronna siedmioletnia dziewczynka, która chce się do kogoś przytulić i uciec przed wszystkimi problemami.Ale to jest brutalna rzeczywistość... Już nie jestem małą dziewczynką i nie ucieknę przed tym. Muszę stawić temu czoła. Chociaż to jest tak cholernie trudne...
Od autorki:
Kochanie wiem, że rozdział jest strasznie krótki,
ale mam karę na komputer i nie mam czasu pisać :(
Mam złe oceny w szkole i mama dała mi kare ;(
Cudem ją ubłagałam żeby pozwoliła mi dodać ten.
Mam nadzieję, że jest w miarę i da się go czytać .
Lots of love xx
Hej! Rozdział jest ekstra! Rozumiem że musisz się uczyć ja też xd
OdpowiedzUsuńWięc życzę weny i dobrych ocen! Xx
dziękuję xx
Usuńwiem, e rozdział kompletnie nie wyszedł, ale dziękuję za miłe słowa :)
wow to jest świetne. Właśnie zyskałaś nową czytelniczkę ;D Strasznie ciekawi mnie co będzie dalej..Życzę weny i powodzenia w szkole :) Czekam na następny <3
OdpowiedzUsuń