wtorek, 13 sierpnia 2013

"I'm not afraid to die... Now... I really want it."

  Usłyszałam krzyki dochodzące z dołu. Powoli wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi. Przystawiłam ucho do drewna i nasłuchiwałam uważnie.
-Dawaj mi moją kasę!- usłyszałam donośny krzyk.
-Chcę ją zobaczyć!- "Josh?! Boże to jest jego głos!". Przełknęłam ślinę i nasłuchiwałam dalej.
-Najpierw kasa!
-Nie! Najpierw chcę zobaczyć Abby!
-Idź po nią.- po domu rozniósł się odgłos kroków. Odsunęłam się od drzwi cofając się na ścianę. Moje serce kołatało w piersi. Myślałam że zaraz z niej wyskoczy. Oddech przyspieszył, krew zaczęła szybciej krążyć. Drzwi się otworzyły i do środka wszedł wysoki mężczyzna z ciemniejszą karnacją i kruczoczarnymi włosami. Podszedł do mnie i chwycił moje ramie wbijając w nie swoje chude palce. Szarpnął mnie i wyprowadził na korytarz. Wyrywałam mu się chociaż wiedziałam że to nic nie da. Zeszliśmy na dół i weszliśmy do salonu. Josh stał przed kominkiem, a za nim dwa goryle. Facet rzucił mnie na podłogę, a ja upadłam na kolana.
-Abby...- usłyszałam głos Josha. Spojrzałam na niego oczami pełnymi łez.
-Jak mogłeś?! Jak?! Byłeś moim przyjacielem!- wydarłam się na niego.
-Przepraszam cię. Na prawdę tego nie chciałem. Przepraszam...
-Dosyć tej opery mydlanej. Kasa.- spojrzałam na faceta, który mnie przetrzymywał
-Dostaniesz ją.- wyciągnął zza spodni broń. Odbezpieczył ją i wycelował w moją głowę. Pisnęłam. Czułam jak moje ciało zaczyna się trząść. Nie mogłam nic powiedzieć, oczy piekły mnie od łez.
-Zostaw ją!- usłyszałam krzyk Josha. Chciał do niego podejść, ale dwóch te dwa goryle go złapały.
-Dawaj mi kasę albo przedziurawię jej tą główkę na wylot!- wrzasnął. Załkałam cicho zaciskając powieki.
-Dostaniesz tą kasę!- usłyszałam wystrzał i po chwili poczułam niesamowity ból w udzie, który stopniowo rozchodził się po całym moim ciele. Z mojego gardła wydobył się krzyk. Złapałam się za udo z którego obficie wypływała krew. Upadłam na zimne panele przytulając do nich policzek.
-Kurwa Abby!- usłyszałam krzyk Josh'a. Szumiało mi w uszach, oddech stawał się cięższy.- Ty skurwielu! Ty jebany skurwielu!
-Kasa. Albo przedziurawię jej drugie udo.
-Zostaw ją! To ja jestem ci coś winien nie Ona!
-Nie... Josh...- szepnęłam. Spojrzał na mnie oczami  czerwonymi od łez. Wyszeptał bezdźwięczne "przepraszam". Z moich oczu ponownie spłynęły łzy.
-Nie odstawiać mi tu jakiejś kurwa opery mydlanej! Chcę moja kasę!
-Dam ci ją jutro, ale wypuść ją.- usłyszałam jego głośny śmiech przez co zaczęło mi piszczeć w uszach. Ścisnęłam mocniej udo.
-Masz czas do jutra, ale ona tu zostaje. Jeśli nie przyniesiesz kasy. To spotkasz swoją przyjaciółeczkę... na cmentarzu.- uśmiechnął się obrzydliwie. W tej chwili było mi wszystko obojętne. Mogłam umrzeć. Chciałam umrzeć... Pragnęłam śmierci...- Zabierz ją stąd bo mi całą podłogę zakrwawi. Powiedz później Alex żeby do niej przyszła.- dryblas, który mnie tu przyniósł podniósł mnie z ziemi.
-Josh...- jęknęłam. Wszedł ze mną po schodach. Wszedł do pokoju i rzucił mnie na łóżko. Odwrócił się jednak zatrzymał się na chwilę. Odwrócił się i spojrzał na mnie. Wydawało mi się że chciało coś powiedzieć, ale zrezygnował i wyszedł zamykając drzwi na klucz.
  Leżałam patrząc się w sufit oddychając ciężko. Czułam jak materiał dresów przylepia mi się do skóry od krwi. Biała pościel stawała się coraz bardziej czerwona,  a ja coraz bardziej miałam dość życia. Coraz bardziej pragnęłam śmierci.
  Miałam już dość traktowania mnie jak jakiegoś śmiecia, który jest komuś potrzebny jedynie do jakiś pojebanych porachunków. Jestem człowiekiem, a nie jakimś przedmiotem!
  Moje powieki zaczęły ważyć tonę. Za wszelką cenę nie chciałam zasnąć. Nie chciałam... Ale to było silniejsze ode mnie...

  -Czy Ty kurwa nie rozumiesz że nie wystarczy jej tylko opatrzyć rany?! Trzeba ją zawieść do szpitala. Straciła zbyt dużo krwi!- usłyszałam kobiecy głos. Był zdenerwowany i stanowczy.
-Nie będę jej kurwa wozić po szpitalach! Co niby powiem lekarzom?!
-Wymyślę coś, ale teraz biorę Jake' a i jadę z nią do szpitala.- poczułam jak ktoś mnie podnosi. Moje ciało bezwładnie zwisało w jego rękach. Uniosłam delikatnie powieki. Zdążyłam zobaczyć jedynie rozmazane  kontury różnych przedmiotów. Czułam w powietrzu nieprzyjemny zapach krwi. Poruszyłam delikatnie nogą. Zaschnięty materiał oderwał się od skóry wywołując nieprzyjemne uczucie. Kołysałam się w rytm jego kroków. Po chwili jednak moje powieki opadły i nastąpiła ciemność...

  Pikanie. Cholerne pikanie. Zdawało mi się że zaraz rozsadzi moją głowę. Otworzyłam powoli oczy. Biel. Wszędzie sterylna czystość i biel, która raziła moje oczy.  Zasłoniłam ręką oczy jednak poczułam lekki opór. Spojrzałam na moją prawą rękę. Kroplówka. Rozejrzałam się. Byłam w szpitalu. A to nieznośne pikanie to moje serce. Nagle do sali ktoś wszedł. Drgnęłam. Jednak odetchnęłam gdy zauważyłam że to pielęgniarka.
-O już się panienka obudziła.- uśmiechnęła się ciepło- Następnym razem powinna panienka bardziej uważać podczas biegania.
-Biegania?- spytałam ochrypłym głosem. Odchrząknęłam.
-No tak. Przywiózł tutaj panienkę kolega razem z koleżanką. Wyjaśnili że panienka biegała i o coś potknęła i upadła na wystający skądś drut. Trzeba dbać o zdrowie, ale trzeba też dbać o bezpieczeństwo.- uśmiechnęła się do mnie i obeszła łóżko. Założyła rękawiczki i zaczęła mi zmieniać venflon.
  Wpatrywałam się w białą ścianę przed sobą. Pewnie czekają na korytarzu. Nie uwolnię się od nich. Nagle moje życie stało się jedną wielką porażką... Zdradził mnie mój najlepszy przyjaciel, inni się nawet mną nie interesują... Rodzice... Nawet nie wiedzą co się ze mną dzieje...
-No to gotowe. Zawołam doktora żeby panienkę zbadał.- posprzątała i uśmiechnęła się ostatni raz. Zatrzymała się jeszcze w progu.- Chce panienka żeby wpuścić tutaj panienki gości?
-A kto to?
-Kolega, który tu panią przywiózł razem z koleżanką.- drgnęłam i zamknęłam oczy.
-Nie. Chcę na razie odpocząć.- szepnęłam.
-Oczywiście.- wyszła zamykając za sobą drzwi i zostawiając mnie samą razem ze swoimi myślami. Chciałam się poprawić jednak kiedy się poruszyłam poczułam przeszywający ból w udzie.Nagle drzwi ponownie się otworzyły i do środka wszedł lekarz. Zbadał mnie i zadał oczywiste pytania. Pokręcił się jeszcze chwilę przy urządzeniach i wyszedł. Drzwi już się miały zamknąć jednak ktoś je przytrzymał. Zamarłam. Wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi przystawiając je krzesłem. Aparatura zaczęła odrobinę głośniej pikać. Po chwili dwie pay brązowych tęczówek wpatrywały się we mnie. Podchodził do mnie powoli z łobuzerskim uśmiechem na ustach.
  Pomocy...

Od autorki:
Przepraszam skarby że tak długo nie pisałam, ale miałam mało czasu ostatnio ;))
Mam nadzieję że podoba wam się rozdział.
Ci, którzy czytali poprzedni na pewno zauważą że diametralnie  się od niego różni.
Proszę o szczere komentarze <33
Jeśłi chcecie być informowani na tt napiszcie w komentarzu :))
Z góry przepraszam za wszystkie pomyłki i za to że rozdział takie krótki. Obiecuję  że następny będzie dłuższy <33
Lots of love xx
 

1 komentarz: