Samotność jest tym czego teraz potrzebuję. Muszę stawić czoło swoim lękom. Muszę odnaleźć w sobie tą siłę by dalej walczyć. Jestem sama. Emma, Josh, Dylan, Katy i cała reszta moich dotychczasowych przyjaciół odeszła w zapomnienie... Nie chce ich narażać na cokolwiek lub jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Nie darowałabym sobie gdyby coś im się stało...
Usiadłam na drewnianych schodkach werandy i wpatrywałam się w ścianę lasu. Drzewa kołysały się rytmicznie targane przez wiatr, a ich korony szumiały delikatnie. Mżawka osiadała subtelnie na trawie jednak powoli zmieniała się w coraz głośniejszy deszcz. Zamknęłam oczy podkulając nogi i obejmując je rękoma. Wsłuchałam się dokładnie w ciche i delikatne stukanie ciężkich kropli o daszek. Poczułam jak na moje odkryte ramie spada kilka kropelek zimnej cieczy. Wzdrygnęłam się, a one nadal powolutku spływały wzdłuż mojej ręki dopóki nie zatrzymały się na łokciu. W moje ciało uderzył lodowaty wiatr przez co się skuliłam i zaczęłam pocierać ramiona dłońmi.
Otworzyłam oczy i zauważyłam, że mżawka zamieniła się w gęstą kurtynę deszczu przez którą ledwo dało się coś zauważyć. Oparłam brodę o ręce i przyglądałam się deszczowi.
Samotność... Czy jestem na to gotowa? Zawsze otaczali mnie ludzie. Nigdy nie byłam sama, a teraz muszę się z tym zmierzyć i odtrącić moich przyjaciół. Muszę o nich zapomnieć... Będę potrafiła? Nie sądzę, a bym sobie sama poradziła. Jestem dorosła, ale czuję się jak mała dziewczynka, która się zgubiła i chciałabym jak najszybciej wrócić do domu. Dlaczego ja?! Dlaczego kurwa ja?! Co ja takiego zrobiłam?! Nic! Nic nikomu nie zrobiłam, a wypadło akurat na mnie! Kurwa mać!
Wstałam i zeszłam ze schodków wychodząc na deszcz. W jednej chwili moje włosy były ciężkie i przyklejały mi się do twarzy i ramion, a ubranie przemokło do suchej nitki. Weszłam na środek polany i nabrałam powietrza w płuca. Krzyknęłam najgłośniej jak umiałam chcąc wyrzucić z siebie to wszystko. Krzyknęłam tak głośno, że aż zabolało mnie gardło. Ucichłam i upadłam na kolana szlochając żałośnie. Położyłam się na mokrej trawie zwijając się w kłębek i podkulając nogi pod klatkę piersiową. Wtuliłam policzek w zieloną trawę, a moje łzy mieszały się z kroplami deszczu. Zamknęłam oczy czując wykończona psychicznie i fizycznie.
Nagle poczułam ciepłe pod moimi plecami i nogami. Podniosły mnie i niosły w jakimś kierunku. Pochwili podskakiwałam delikatnie w rytm kroków, a chwilę później do moich uszu dobiegł odgłos zamykanych drzwi, a moje ciało ogarnęło ciepło. Weszliśmy do domu. Położył mnie na skórzanym materiale kanapy, a ja skuliłam się. Moje ciało trzęsło się coraz bardziej z każdą chwilą.
-Świetnie kurwa. Po prostu świetnie...- mruknął zły pod nosem.- Em... Abby wstań. Musisz się przebrać.- odezwał się. Jęknęłam tylko w odpowiedzi gdy moim ciałem ponownie zawładnęła fala drgawek. Westchnął i gdzieś odszedł zostawiając mnie samą. Zacisnęłam mocniej powieki i wypuściłam z płuc więzione przez dłuższy czas powietrze. Usłyszałam ciężkie kroki Liam'a gdzieś w głębi korytarza i po chwili był koło mnie.
-Abigail przyniosłem ci ubrania. Musisz się przebrać, więc wstań... Proszę?- nie do końca słyszałam co on mówił. Słyszałam co drugie słowo. Nadal leżałam na kanapie zwijając się w kłębek. Jęknął nie wiedząc co ze mną zrobić. Chwycił delikatnie moje ramiona i posadził mnie. Podciągnęłam nogi pod brodę i objęłam je rękoma. Liam chwycił moje ręce i je rozplótł.-Abby przebierzesz się?- spytał takim tonem jakby kończyła mu się już cierpliwość.
-Pomożesz mi?- spytałam drżącym głosem zdając sobie sprawę z tego co powiedziałam chwilę potem. Otworzyłam delikatnie oczy spoglądając na jego zaskoczoną twarz. Przełknął ślinę i zamrugał kilkakrotnie.
-Em... N-no... No dobrze...- wydukał i chwycił suchą bluzkę. Podszedł do mnie i kucnął przede mną. Ostrożnie chwycił brzegi mojej mokrej bluzki i delikatnie pociągnął ją do góry. Materiał odklejał się od mojego ciała przez co się skrzywiłam. Nie lubiłam takiego uczucia. Uniosłam ręce, a on zdjął przez głowę moją bluzkę przez co zostałam w staniku. Ponownie objęłam się rękoma zasłaniając brzuch i piersi. Nie tylko dlatego, że było mi zimno, ale także z tego powodu, że nigdy nie lubiłam swojego ciała. Średniego rozmiaru piersi, słabe wcięcie w talii. Nie byłam ani ładna ani pociągająca...
-Abby. Unieś ręce.- poprosił, a ja wypełniłam jego polecenie. Założył mi przez głowę bluzkę i opuścił ją zakrywając brzuch i piersi. Jego polce delikatnie dotykały mojej skóry przez co dostałam gęsiej skórki.
-Musisz wstać.- oznajmił jakby sam nie był do końca pewny swoich słów. Podniosłam się i stanęłam przed nim. Wsunął dłonie pod za dużą bluzkę, która sięgała mi do połowy ud i odpiął suwak oraz guzik od spodni. Zsunął je delikatnie przez uda aż do kostek. Wyszłam z nich i ponownie usiadłam. Założył mi dresy i grube skarpety na stopy.
-Poczekaj.- rzucił i ponownie gdzieś zniknął. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Zaraz zapukał to złe określenie. Ktoś zaczął walić w drzwi. Do salonu wparował Liam.
-Abby idź na górę.- rozkazał wyciągając broń zza spodni. Wstałam z kanapy i mimo tego, że nogi miałam jak z galarety szybko poszłam na górę. Zatrzymałam się na szczycie schodów i nasłuchiwałam. Drzwi otworzyły się z hukiem i do środka weszło dwóch chłopaków. Jeden blondyn, a drugi szatyn z loczkami.
-Kurwa mać! O mało łbów bym wam nie odstrzelił wy idioci!- krzyknął, ale jednocześnie odetchnął.
-Wyluzuj stary. Nie dajesz znaków życia więc pomyśleliśmy, że jesteś tutaj, ale do rzeczy. Zlecenie kochany.- zeszłam na niższe schodki i zauważyłam jak siadają w salonie.
-Co znowu?- westchnął odkładając broń na stolik
-Pewien koleś wisi Luois'owi sporą kasę i nie chce jej oddać, a jak wiesz Louis nie należy do tych cierpliwych, więc... puff...- oznajmił robiąc z dłoni "pistolet" i udając, że strzela w Liam'a. Zaraz... Zlecenie. Pistolety... On... Boże! Muszę stąd jak najszybciej uciec!
-Tutaj masz na niego wszystkie namiary. Załatw to jak najszybciej.- odezwał się blondyn i wyjął z tylnej kieszeni i położył ją na stoliku. Liam wziął ją w ręce i otworzył. Zbiegłam ze schodów i zatrzymałam się przed nimi. Spojrzeli na mnie wszyscy. Szatyn i blondyn wpatrywali się we mnie z niedowierzaniem i lekką groźbą w oczach, a Liam był zszokowany.
-Słyszała rozmowę?- spytał szatyn. Rzuciłam się w stronę drzwi i wybiegłam z domku.
-Kurwa mać! Abigail!- usłyszałam krzyk Liam'a jednak byłam już na polanie i biegłam w stronę drzew. Deszcz zmalał jednak nadal można było niewiele przez niego zobaczyć.
Wbiegłam między drzewa i nadal się nie zatrzymując biegłam w głąb lasu. Nie wiedziałam gdzie się kieruje. Wszystko było takie same. Zatrzymałam się na chwilę rozglądając się dookoła i łapiąc łapczywie powietrze w płuca. Gdzie biec? Gdzie biec? Mam deja vu. Już raz musiałam tak uciekać.
-Abby!- usłyszałam za sobą krzyk. Jęknęłam i pobiegłam w lewo. Ściółka była śliska przez co się wywalałam. Mokre paprocie biczowały mnie po nogach. Gałęzie chłostały moją twarz. Zatrzymałam się na chwilę przytrzymując się drzewa. Kora była mokra i śliska przez spływający po niej deszcz. Rozejrzałam się jednak niewiele widziałam przez kurtynę deszczu. Nie słyszałam nic prócz bicia mojego serca i mojego ciężkiego oddechu. Miałam wrażenie, że bicie mojego serca można by usłyszeć z daleka. Wzięłam kolejny głęboki wdech i ruszyłam dalej.
Powoli się ściemniało i ogarnęła mnie panika. Jestem sama w lesie. Nie wiem gdzie jestem, dokąd mam biec ani jak mam wrócić do domu. Do moich oczu zaczęły się cisnąć łzy. Obraz stał się rozmazany, ale biegłam dalej. Zamknęłam na chwilę oczy chcąc pozbyć się niechcianych łez i w tym momencie się z czymś zderzyłam. Jednak nie było to drzewo. To było coś ciepłego. Słyszałam głęboki i ciężki oddech. Otworzyłam oczy i spojrzałam w górę. NIE... Błagam...
Od autorki:
Czeeeśc skarby! <3
Wiem, że rozdział było dawno, ale niestety szkoła i kara na
komputer ;(
Dodaję go teraz i mam nadzieję, że się wam podoba :))
Pracowałam nad nim około kilku dni, ale i tak uważam, że jest
on nieudany... Wena mnie ostatnio opuściła :(
Mam nadzieję, że mimo to podoba się wam i liczę na komentarze <3
Lots of love xx
Woah no to się zaczyna..Abby ciągle ucieka..Mam nadzieje, że chłopaki nic jej nie zrobią hah Rozdział jest tak jak zawsze, świetny <3 Życzę powrotu weny ;D ily
OdpowiedzUsuńDziękuję.
UsuńTaaa, coś mnie ewidentnie wzięło z tym uciekaniem ;p
Cieszę się, że ci się podoba. ily <3
Super rozdział :D Masz duży talent! Nie mogę się doczekać nowego rozdziału. Życzę duuuuużo weny!
OdpowiedzUsuńhttp://illusionfanfiction.blogspot.com/
Dziękuję to naprawdę miłe <3
UsuńŚwietny rozdział .
OdpowiedzUsuńŻyczę ci weny. ;)
mogłabyś mnie informować ? @luvmybatman
Świetny *-* jejku po prostu uwielbiam to ff <3 zajebiście piszesz czekam na dalsze części ;*
OdpowiedzUsuńPozdrawiam